Media

Mireczki i mirabelki, To, że…

Mireczki i mirabelki,
To, że Nawałka, oraz piłkarzyki, spieprzyli mundial jest jasne jak słońce. Ale teraz wychodzi na to, że jeszcze bardziej od naszych skórokopaczy dali ciała przedstawiciele „dziennikarstwa”. To dla mnie niesamowite, że tak jak w mediach argentyńskich, kolumbijskich, po pierwszych meczach co rusz mówi(ło) się o jakichś problemach, konfliktach wewnątrz (np. bójka na treningu Argentyny, wszechwładny zięć Pekermana w kadrze Kolumbii), w polskich mediach… cisza. Jedynie coś tam pisał Stanowski (aczkolwiek jego informacje, np. te o Lewandowskim, trzeba filtrować zważywszy na powiązania towarzysko-biznesowe), a i tak najaktywniejszy był nijaki janekx89 (nawiasem mówiąc, nie zdziwiłbym się, gdyby on też był jakoś powiązany ze Stano).

Generalnie jak się obserwuje aktywności dziennikarzy można odnieść wrażenie że oni potraktowali mundial jako zabawę jeszcze bardziej niż piłkarzyki, vide:
– Staszewski i Wołosik wrzucający fotkę z czapką żołnierzy Armii Czerwonej (co znaczy, że albo są kretynami, albo na ciągłej bani przez co nie potrafiący racjonalnie ocenić swych zachowań),
– Olkowicz co rusz wrzucający fotki ze swoich urodzin
a u konkurencji
– Wawrzynowski tradycyjnie napier…ający ze 100 twittów dziennie, niestety jego aktywność w dostarczaniu merytorycznych treści jest tutaj odwrotnie proporcjonalna (to nie dziwi),
– Kołodziejczyk którego bardziej chyba obchodzi wrzucenie fajnej foci z wschodu słońca w Tatarstanie niż zrobienie dobrego materiału na temat mundialu (inna sprawa, że między wierszami coś tam przemycał, szkoda tylko że tak mało i dopiero po klęsce z Kolumbią).

Dla mnie największym rozczarowaniem na tym mundialu jest Olkowicz – napisał kapitalne (nieautoryzowane) książki o Nawałce i Lewandowskim, ale chyba za bardzo się zbratał z piłkarzykami, przez co nie wypłynęło teraz nic ciekawego. Bo po takim Włodarczyku nie można się tego spodziewać, jaki z niego dziennikarz.

A nie chce mi się wierzyć w to, że przygotowania do turnieju upłynęły bez żadnych problemów, a atmosfera kadry (całości) jest sielankowa. Co dają do zrozumienia np. Glik i Pazdan.

W tym kontekście, śmieszne jest też to co mówi Rudzki, naczelny Przeglądu Sportowego (medium, w którym do niedawna nie padło pół złego słowa na kadrę, by wczoraj na okładce „Dziady” – IMO to dobry pomysł, ale zważywszy na poprzednią linię redakcyjną, nieco spóźniony) – z jednej strony udaje greka twierdząc, że „o niczym nie wiedział i wierzył w kadrę”, by chwilę później zauważyć iż „to co innego, jak jesteś anonimem na twitterze, a dziennikarzem w redakcji”. No wszystko fajnie, tylko że w innych krajach jakoś to nie przeszkadza odsłaniać kulisy funkcjonowania kadry.

Niestety, taki mamy ten światek dziennikarski. Z jednej strony, usłużne wobec PZPN media Axel Springera (Rudzki sam kiedyś wprost przyznał, że „lubi [bońkowy] PZPN i co mi zrobicie]), Weszło które samo w sobie jest niezłym rakiem; zauważcie, że Stanowski mocno promuje menago Kołakowskiego, który jest jednym z większych raków polskiej piłki (vide choćby dawna sprawa Wszołka), dodajmy do tego powiązania towarzysko-biznesowe z osobami z PZPN (np bukmacherka z Bońkiem).

Pewnie czytaliście tekst z Weszło domagający się odebrania Lewandowskiemu opaski kapitańskiej. Nie neguję tego, że nasz gwiazdor dał dupy (ogólnie, od tych czterech goli z Realem, w meczach o największą stawkę raczej zawodzi, o czymś to świadczy), ale to co tam jest to jakiś mało merytoryczny hejt, chyba pisany pod dyktando Kołakowskiego (przypominacie sobie może, jak Lewy swego czasu był na Weszło hejtowany? Ciekawe jaką rolę odegrało to, że jego menadżerem był Kucharski, „ulubieniec” Stanowskiego i zarazem konkurent Kołakowskiego – przypadek to gonił przypadek 🙂 ).

A jak z dziennikarstwem u konkurencji spod znaku Wirtualnej Polski? Może i nie ma takich patologii, ale za to są clickbaity robiące wodę ludziom z mózgu, zaś poważni redaktorzy raczej nie wysilają się zbytnio; pamiętacie jakiś przełomowy reportaż Wawrzynowskiego opublikowany w Wirtualnej Parówie, na wzór tego o Teodorczyku? Ubolewającego na jakość dziennikarstwa w Polsce, podczas gdy najbardziej gówniane tytuły wychodzą spod pióra pismaków jego portalu? Pozazdrościć samopoczucia… (a szkoda, bo Wawrzyn w formie to IMO najlepszy dziennikarz sportowy w Polsce, książka o Widzewie kapitalna, podobnie jak jego dawne reportaże z Przeglądu Sportowego).
O Kołodziejczyku szkoda gadać, właściwie jedyne jego teksty – nawiasem mówiąc, bardzo dobre wywiady – ukazują się… równolegle w Rzepie). W SyFach może jest kilka wyjątków (im plus wygląda Kapusta, jemu chyba jeszcze się chce i może uniknął zblazowania), ale to trochę mało

No i jeszcze agorowe Sport.pl, z clickbaitami jeszcze gorszymi niż WP. Aczkolwiek Wilkowicz czasem napisze coś fajnego (dostarczał super „content” podczas IO w Pjongczang, ale na mundialu chyba jest z tym nieco godzej).

Niestety to wygląda trochę jak w rodzimej polityce – tak jak rządy PiS-u są pod wieloma względami rakowe, to alternatywa w postaci PO wcale nie wydaje się lepsza.

PS. Gdy płodziłem tego posta, puściłem sobie w tle „Misję Mundial” Onetu. Zaiste, komiczny był Ćwiąkała, który zwracał uwagę na to, że nie można pisać wszystkiego co się wie – mając na uwadze to, że swoją przygodę dziennikarską zaczynał w portalu, który właśnie słynął z brukowego stylu. Ale widać, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

PS2. Tym bardziej szkoda, że nie ma już na tym świecie Pawła Zarzecznego, przeczuwam, że on by coś napisał pod prąd. Aczkolwiek pamiętajmy też, że z tą jego legendarną niezależnością też bywało różnie.

#mundial #mecz #pilkanozna #reprezentacja #stanowski #weszlo #onet #wirtualnapolska #wawrzynowski #sportowefakty #media #dziennikarze #zarzeczny #pawelzarzeczny