Media

Łukaszenka: Fake news jak broń chemiczna, media – jak broń masowego rażenia

psav zdjęcie główneWedług Łukaszenki media dzisiaj to nie tylko środek przekazywania informacji, ale „pełnowartościowa broń i to broń masowego rażenia”.
„Fałszywe informacje, fake news, deepfake i tak zwana postprawda, zręczna manipulacja odbiorcą w celu odwrócenia jego uwagi od rzeczywiście ważnych problemów – to trucizna informacyjna podobna do broni chemicznej” – oznajmił Łukaszenka podczas narady z redaktorami naczelnymi mediów państwowych – telewizji, gazet, agencji BiełTA.
„Oczekują nas jeszcze gorsze rzeczy, które po prostu trudno będzie dementować, przynajmniej – w krótkim czasie” – powiedział prezydent.
Jak podkreślił, odpowiednia reakcja informacyjna odgrywa „szczególną rolę”, ponieważ całe warstwy społeczne są bezbronne wobec szkodliwego działanie fałszywej informacji.
Według Łukaszenki Białoruś znajduje się w sytuacji szczególnie trudnej, ponieważ na polu informacyjnym „dostaje się jej i od sojuszników, i od rywali czy wrogów, jak ich nazwano”. „W tym sensie Białoruś jest ostrzeliwana ze wszystkich kierunków” – ocenił.
Łukaszenka podkreślił, że „suwerenność informacyjna” to ważny element niepodległości i należy „jej bronić za wszelką cenę”.
Tematem spotkania była m.in. strategia rozwoju mediów, wyzwania stojące przed nimi. Łukaszenka zwrócił uwagę na to, że media powinny być gotowe do działania w warunkach rozwoju internetu, blogów i sieci społecznościowych. Powinny również ostrzej i szybciej reagować, a także produkować więcej własnych treści.
W poniedziałek minister informacji Białorusi Alaksandr Karlukiewicz oświadczył, że do końca roku nie mniej niż 30 proc. treści emitowanych przez telewizje państwowe powinno być produkcji białoruskiej. W białoruskiej telewizji dominują treści rosyjskie, na co od dawna z zaniepokojeniem wskazuje opozycja i środowiska niezależne.
Karlukiewicz wypowiadał się podczas narady podsumowującej działanie ministerstwa. Media niezależne nie zostały zaproszone na żadne ze spotkań.
>>> Czytaj też: Wyboista droga do Unii. Bałkany wciąż czekają na progu drzwi do UE