Media

Dorota Gawryluk o „prawicowym Polsacie”.

Głos rozsądku w dziennikarskim bagienku. Szefowa informacji i publicystyki Telewizji Polsat uważa, że zarzucana stacji przychylność wobec środowisk prawicowych to „łatka przyklejana tym, którzy nie opowiadają się po żadnej ze stron i chcą robić rzetelne dziennikarstwo”.

Media

W 2015 roku Magda Ogórek była…

W 2015 roku Magda Ogórek była jeszcze, co prawda, kandydatką Lewicy na prezydenta, wobec czego uszczypliwość Kurskiego można by niejako zrozumieć. Biorąc jednak pod uwagę, że dziennikarka już od 2016 roku jest pracownikiem TVP, wpis szefa Telewizji Polskiej jest uwielbiany przez internautów. https://wtv.pl/jacek-kurski-o-magdalenie-ogorek #neuropa #tvpis #polityka #bekazpisu #dobrazmiana #polska #media

Media

AR, 5G i koniec monopolu Google. Oto trendy technologiczne roku 2020

psav zdjęcie główneRedakcja Fast Company zebrała wypowiedzi profesjonalistów w dziedzinie kapitału wysokiego ryzyka i technologii o tym, czego możemy się spodziewać w nadchodzącym roku. Najnowsza generacja sieci bezprzewodowej, 5G,
ma na przykład działać jako katalizator dla kolejnych innowacji, takich jak
inteligentne miasta i łatwe do noszenia urządzenia mobilne. Popularność zdobędą
okulary rozszerzonej rzeczywistości (AR), które będą mogły wykorzystywać chmurę w
celu identyfikacji ludzi i rzeczy; zaś rola sztucznej inteligencji wzrośnie w
biznesie i opiece zdrowotnej. Społeczeństwo staje się coraz bardziej świadome odpowiedzialności
firm technologicznych i jednocześnie oczekuje, że to technologia rozwiąże
aktualne problemy naszego świata.Sztuczna inteligencja może zdemokratyzować opiekę zdrowotną.
Dzięki wykorzystaniu AI w praktycznie wszystkich obszarach opieki – od
profilaktyki, przez diagnozę, po leczenie – można będzie obniżyć koszty,
zapewnić lepszy dostęp i dać każdemu najlepszego lekarza, wyrównując szanse w
skali globalnej.W leczeniu raka niebagatelną rolę odegra terapia genowa. To
jedna z najbardziej obiecujących i ekscytujących technologii – w przyszłości
może być zastosowana w leczeniu np. guzów prostaty, trzustki czy jajników.Żmudny proces edycji genów CRISPR ma zostać zautomatyzowany przez
edytor genów firmy Inscripta – Onyx.Lekarze nie będą musieli spędzać połowy wizyty na
wprowadzaniu danych pacjenta. Dzięki nowej aplikacji głosowej firmy Suki będą
mieć do dyspozycji cyfrowego asystenta, który zapisze diagnozę i wypisze
recepty według tego, co mówi lekarz.
Takie technologie ubieralne jak Biosensing będą w stanie np.
mierzyć temperaturę, by przewidzieć nadchodzące przeziębienie. Dodatkowo
podsuną najlepsze medykamenty, które można zamówić online.
Sztuczna inteligencja w połączeniu z interoperacyjnością
danych poprawią wyniki pacjentów, jednocześnie zwiększając wydajność operacyjną
i obniżając ogólny koszt opieki. Z pomocą modeli predykcyjnego uczenia
maszynowego lekarze będą mogli przewidzieć np. udar mózgu, raka czy zawał
serca, a dzięki spersonalizowanej opiece – wcześniej interweniować.
W 2020 roku będziemy świadkami pierwszego złośliwego użycia
deepfake’ów w celu wywarcia wpływu na wybory prezydenckie. Eksperci przewidują,
że to nie będzie udana próba: społeczeństwo będzie bardziej sceptyczne, a media
będą wykorzystywać narzędzia do wykrywania „fejków”.
Zbliża się koniec monopolu Google. Systematyczne
wykorzystywanie danych z wyszukiwarek do tworzenia treści w celu utrzymania
większego udziału w ruchu internetowym jest sprzeczne z zasadami konkurencji. Aplikacje głosowe odniosły sukces wśród osób starszych.
Seniorom podoba się łatwość obsługi i fakt, że potrafią korzystać z technologii
w naturalny sposób. W 2020 r. technologia głosowa stanie się integralną częścią
życia osób starszych. Wraz z postępem w dziedzinie technologii głosowych oraz rozwojem
chatbotów i niestandardowych asystentów cyfrowych, które pojawiły się na rynku,
w 2020 r. głos będzie wprowadzał dwukierunkową rozmowę.Aplikacje finansowe będą tworzyć spersonalizowane plany
oszczędzania bądź wyjścia z długów. „Autonomiczne finanse” dostosują je do
wieku, dochodów i kredytów użytkownika, na bieżąco aktualizując kwotę
przeznaczoną na oszczędzanie bądź spłatę długów.
Przykłady takich firm jak Peloton i WeWork pokazują, że
korporacje czeka zmiana priorytetów na polu przedkładania zysków nad kosztowne
ambicje wzrostu. Dostęp do kapitału ulegnie w 2020 roku stonowaniu w miarę jak
fundusze zaostrzą kontrolę nad modelami biznesowymi.Technologia rzeczywistości rozszerzonej, nakładająca dane na
to, co widzimy w otaczającym nas świecie, będzie coraz bardziej upowszechniona.
Pojawi się na okularach, szybach i oknach. Projektanci UX-ów będą musieli się odpowiednio dostosować:
zamiast tworzyć projekty tylko dla różnych urządzeń, będą musieli zacząć myśleć
o rozszerzonej rzeczywistości. Gesty, głos, spojrzenie, pora dnia, ile osób jest
w pomieszczeniu – wszystkie te zmienne muszą być brane pod uwagę w
projektowaniu interfejsów.Rok 2020 może być rokiem transformacji technologii. I nie
tylko dla niej samej, ale również dla roli, jaką odgrywa ona w społeczeństwie.>>> Czytaj też: Zamiast emerytury – praca do 70-tki? To możliwe dzięki egzoszkieletom

Media

HBO to potężny koncern…

HBO to potężny koncern medialny, trzeba go podlewać abonamentem w wysokości 25 zł, wtedy urośnie zdrowy i silny gigant telewizyjny, który będzie produkował serialowe dzieła sztuki wzbudzające zachwyt widzów. The Newsroom łyknięty i była to prawdziwa uczta – perła wśród chwastów, Ferrari wśród Skód, Primus inter pares.

Dzieło Sorkina jest wybitne od pierwszych sekund pilota (Yosemite?) do finałowej sceny ostatniego odcinka. W pierwszej dekadzie tego tysiąclecia ekscytowaliśmy się The Wire, druga należy do The Newsroom. Will McAvoy w wykonaniu Danielsa to absolutne mistrzostwo świata, a MacKenzie McHale to istny popis Emily Montgomery – najlepsza rola kobieca jaką dane mi było widzieć w życiu. Taki duecik wystarczy, aby zapisać się złotymi zgłoskami w historii telewizji, a tutaj mamy jeszcze drugi plan pełny wypchany kapitalnie napisanymi postaciami. Nie chce mi się wymieniać ich wszystkich, dlatego wyróżnię najbarwniejszą z nich – Skinner kradnie całe show. The Newsroom jest dla dziennikarstwa i mediów, tym czym właśnie The Wire było dla socjologii.

10/10 – wybitna rzecz o której będę mówił swoim dzieciom i wnukom

P.S No i wielki szacun za Sorkin za to, że wiedział kiedy powiedzieć basta i konsekwentnie odmawiał i odmawia tworzenia kolejnych sezonów (chociaż nie powiem – biorąc pod uwagę aktualną sytuację społeczno-polityczną w USA , The Newsroom A.D 2020 mógłby być arcysztosiwem).

#thenewsroom #seriale #usa #media

Media

Reakcja „Frankfurter…

Reakcja „Frankfurter Allgemeine Zeitung” na bezczelne debilizmy Putina:

Gazeta pisze w piątek (27.12.2019), że „w minionych dniach prezydent Rosji Władimir Putin kilka razy denerwował się na Polskę”

Według gazety krytykując rezolucję PE podczas narady w Ministerstwie Obrony Putin miał nawet używać przekleństw.

„Wprawdzie po układzie monachijskim o podziale Czechosłowacji polskie wojsko zajęło sporną od 1918 roku czechosłowacką część Śląska Cieszyńskiego. Jednak biorąc pod uwagę skalę zbrodni Hitlera i Stalina próba obarczenia Polski winą wydaje się pozbawiona umiaru i nieprzyzwoita” – ocenia „FAZ”

Zauważa, że Putin wyraził też zrozumienie dla odczuć Niemiec po pokoju wersalskim i mówił wręcz o „obrabowaniu Niemiec”. „Silne, ale poniżone państwo, które chce odtworzyć swoje «naturalne granice», to uciśniony bohater Putina, zaś «faryzejski Zachód» to antybohater” – dodaje gazeta, cytując publicystę Kiryła Rogowa. „Zasadniczą ideą Putina jest to, by zabronić Zachodowi ustalania granic takich państw pod przykrywką prawa międzynarodowego. Po aneksji Krymu i agresji na wschodnią Ukrainę taka logika nasuwa nowe pytania. Niektórzy przypuszczają, że chodzi o nowa rewizję dotyczącą Białorusi, z którą akurat trwają trudne negocjacje o głębszej integracji” – pisze „FAZ”.
Relacjonuje, że rząd w Warszawie odrzucił interpretację Putina. „Skandal pokazuje, że w nadchodzącym roku rocznicowym (w maju obchodzona będzie 75. rocznica zakończenia II wojny światowej) można oczekiwać nowego sporu” – dodaje „FAZ”.

https://www.dw.com/pl/faz-o-słowach-putina-nieprzyzwoita-próba-obarczenia-polski-winą-za-wojnę/a-51810303

#polska #rosja #niemcy #historia #iiwojnaswiatowa #ruskapropaganda #bekazprawakow #media #prasa #neuropa #4konserwy #konfederacja #polityka

Media

Turcja od 2017 roku blokuje dostęp do Wikipedii. Trybunał Konstytucyjny: To narusza wolność słowa

psav zdjęcie głównePaństwowa agencja prasowa Anatolia poinformowała, że decyzja zapadła sześcioma z 10 głosów. Sprawę do TK wniosła Wikimedia Foundation, organizacja non profit, zarządzająca Wikipedią.
„Trybunał Konstytucyjny orzekł w naszej sprawie dotyczącej Wikipedii, że doszło do naruszenia praw” – napisał na Twitterze Gonenc Gurkaynak, prawnik reprezentujący Wikimedia Foundation. Decyzja TK może utorować drogę do odblokowania witryny – pisze Reuters.
Władze tureckie zablokowały tureckim internautom dostęp do wszystkich wersji językowych Wikipedii w 2017 roku, a jako powód podano zamieszczanie przez nią artykułów sugerujących, że Turcja wspiera organizacje terrorystyczne.
Artykuły opublikowane w anglo- i niemieckojęzycznej wersji Wikipedii o Turcji i tureckim prezydencie Recepie Tayyipie Erdoganie zawierały m.in. krytyczną ocenę ustaw antyterrorystycznych wprowadzonych w tym kraju oraz przyjętej w referendum reformy konstytucyjnej. Informowano także o naciskach wywieranych przez władze na media i opozycję. >>> Czytaj też: Erdogan ostrzega Europę przed nową falą uchodźców. „Odczuje to zwłaszcza Grecja”

Media

Rzetelność Radia Szczecin w…

Rzetelność Radia Szczecin w całej okazałości. Nawet sami dodali screena z ich artykułu źródłowego, gdzie jebitnie jest napisane, że to fałszywy alarm, ale nie. Po prawej TVN24. #szczecin #media #propaganda #berlin

Media

Arabia Saudyjska: Pięć wyroków śmierci w związku ze sprawą Chaszodżdżiego

psav zdjęcie główneDodał, że dotyczące zabójstwa śledztwo toczyło się także wobec byłego doradcy saudyjskiego dworu królewskiego Sauda al-Kataniego, ale nie postawiono mu żadnych zarzutów i wypuszczono z aresztu.
Współpracujący jako komentator z amerykańskim dziennikiem „Washington Post” Chaszodżdżi był krytykiem panujących w Arabii Saudyjskiej stosunków politycznych. W październiku 2018 roku wszedł do tureckiego konsulatu w Stambule w celu odebrania dokumentów potrzebnych mu do zawarcia małżeństwa i od tej pory nikt go więcej nie widział.
Zebrany w ramach międzynarodowego niezależnego dochodzenia materiał dowodowy wskazuje, iż Chaszodżdżiego zamordowali obecni w konsulacie agenci saudyjskich służb specjalnych, którzy następnie wywieźli z Turcji jego pokawałkowane zwłoki. Władze Arabii Saudyjskiej konsekwentnie twierdzą, że nie miały nic wspólnego z tą zbrodnią.

Media

Jeśli chcecie by #tvpis nie…

Jeśli chcecie
by #tvpis nie dostała żadnej pomocy w 2021 od państwa i miała poważne tarapaty finansowe
nie głosujcie na #duda w #wybory

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/media-publiczne-rekompensata-abonament-telewizja-polska-1-95-mld-zl

#polityka
#4konserwy #pis #dobrazmiana
#polityka #bekazprawakow #dobrazmiana #media #kultura #takaprawda
#4kuce #konfederacja

Media

Projekt noweli o opłatach abonamentowych. Do 1,95 mld zł rekompensaty dla TVP i Polskiego Radia

psav zdjęcie główne”W roku 2020 minister właściwy do spraw budżetu, na wniosek ministra właściwego do spraw kultury i dziedzictwa narodowego, przekaże jednostkom publicznej radiofonii i telewizji skarbowe papiery wartościowe jako rekompensatę z tytułu utraconych w roku 2020 wpływów z opłat abonamentowych z tytułu zwolnień, powiększoną o niewypłaconą w 2019 r. część rekompensaty z tytułu utraconych w latach 2018 i 2019 wpływów abonamentowych, z przeznaczeniem na realizację przez jednostki publicznej radiofonii i telewizji misji publicznej” – głosi projekt noweli ustawy, który w środę wpłynął do Sejmu.
W projekcie ustawy wskazano, że „łączna wartość nominalna skarbowych papierów wartościowych nie może przekroczyć kwoty 1 mld 950 mln zł.”.
Dodano, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji do 31 stycznia 2020 r. ustali w drodze uchwały: kwotę rekompensaty, uwzględniając średnioroczną liczbę osób zwolnionych; szacowaną średnioroczną liczbę osób posiadających uprawnienia do zwolnienia z wnoszenia opłat abonamentowych, którzy nie dopełnili obowiązku zarejestrowania odbiornika radiofonicznego lub telewizyjnego; wysokość opłat abonamentowych na rok, którego rekompensata dotyczy; niewypłaconą w 2019 r. część rekompensaty z tytułu utraconych w latach 2018 i 2019 wpływów abonamentowych oraz szacowane koszty związane ze zbyciem skarbowych papierów wartościowych.
KRRiT jest zobowiązana także ustalić wartość nominalną skarbowych papierów wartościowych dla poszczególnych jednostek publicznej radiofonii i telewizji z przeznaczeniem na realizację misji publicznej oraz terminy przekazania jednostkom publicznej radiofonii i telewizji skarbowych papierów wartościowych.
W projekcie ustawy napisano, że KRRiT przekazuje uchwałę do ministra kultury i dziedzictwa narodowego, który z kolei w terminie 14 dni składa wniosek do ministra finansów o przekazanie jednostkom publicznej radiofonii i telewizji skarbowych papierów wartościowych. Minister finansów na tej podstawie określi w liście emisyjnym warunki emisji skarbowych papierów wartościowych oraz sposób realizacji świadczeń z nich wynikających.
Projekt reguluje również kwestie związane z kartami powinności. Projekt zobowiązuje nadawców publicznych i KRRiT do uwzględnienia w kartach powinności na lata 2020-2024, w odniesieniu do każdego roku kalendarzowego objętego taką kartą, finansowania publicznego na poziomie nie niższym niż suma prognozowanych wpływów z opłat abonamentowych na rok 2020 oraz rekompensaty określonej w projektowanej ustawie. „Zawarcie porozumień między Przewodniczącym KRRiT a nadawcami publicznymi w sprawie kart powinności na lata 2020-2024 uwzględniających tę zasadę nastąpi do końca marca 2020 r.” – napisano w uzasadnieniu do projektu.
Uzasadniając projekt ustawy posłowie wskazali, że „potrzeba wydania projektowanej ustawy wynika z braku adekwatnego, stabilnego, przewidywalnego i długofalowego publicznego finansowania mediów publicznych w Polsce”.
Wiceminister kultury Paweł Lewandowski, który w MKiDN odpowiada za sprawy mediów publicznych, w rozmowie z Wirtualnymimediami.pl wyjaśnił, dlaczego posłowie zaproponowali taką kwotę rekompensaty. Jak mówił, „mniej więcej odpowiada projekcjom planowanych kart powinności”. „Trochę więcej zaproponowano w rekompensacie, bo istnieje prawdopodobieństwo, że karty powinności będą jeszcze negocjowane. Formalnie suma dofinansowania nie może być większa, ale karta powinności zostanie zakontraktowana na większą kwotę” – powiedział Lewandowski.
Dodał, że obecnie nie ma decyzji politycznej dotyczącej jakiegokolwiek systemowego rozwiązania finansowania mediów publicznych. „W tym momencie takie są możliwości i w ramach tych możliwości realizowane jest finansowanie dla mediów publicznych” – podkreślił wiceszef resortu kultury.
Analogiczny mechanizm, bazujący na emisji skarbowych papierów wartościowych zastosowano w 2019 r. wprowadzając rekompensatę z tytułu utraconych w latach 2018-2019 opłat abonamentowych z tytułu zwolnień. Media publiczne dostały wtedy z budżetu 1,26 mld.>>> Czytaj też: KE wysłała list do polskich władz z prośbą o wstrzymanie prac nad projektem ustawy ws. sądów

Media

Witcher, nie Wiedźmin. Zyskaliśmy markę rozpoznawalną na całym globie

psav zdjęcie główneZacząłem od opowiadań. To był początek, mus, bo nikt nie chciał wydać książki – tak początki swojej kariery wspomina Andrzej Sapkowski. Pierwsza historia o wiedźminie ukazała się w 1986 r. w miesięczniku „Fantastyka”. Od tego czasu status autora diametralnie się zmienił – dziś jego książki przetłumaczono już na kilkanaście języków, zaś Geralt stał się bohaterem gier, komiksów i w końcu – dobrego – serialu.
Netflix dał radę
Za mną, jeszcze przed oficjalną premierą, pięć odcinków pierwszej serii. Tym, co najbardziej ujmuje, jest spokój. Twórcy, w kontrze do współczesnych produkcji, zrobili serial, którego akcja toczy się tak jak u Sapkowskiego – bez wymuszonego pośpiechu, która jednak przyspiesza, kiedy jest to potrzebne.
Początek jest klasyczny – poznajemy bohaterów i ich charaktery, mocne punkty oraz denerwujące lub śmieszące wady. Wiedźmin to dobrze władający mieczem mutant stworzony po to, by zabijać potwory, ale który nie przyjmuje wszystkich zleceń. Yennefer może nie jest zdolną uczennicą w szkole czarodziejek, ale za to wie, jak osiągnąć to, czego chce. Ciri wygląda jak podrośnięte dziecko (aktorkę w umiejętny sposób odmłodzono) i nosi w sobie traumę ucieczki. A Jaskier, jak to Jaskier – raz irytuje, a raz bawi do łez. >>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Media

„Nie zwlekaliśmy z produkcją drugiego sezonu Wiedźmina”. Wywiad z wiceprezes ds. oryginalnych produkcji w Netflixie

psav zdjęcie główneDziś premiera pierwszego sezonu „Wiedźmina”. Dlaczego wybraliście tę markę na serial? Z powodu popularności książek czy gier komputerowych?W mojej ocenie książki są bardziej popularne w Europie, niż w Stanach Zjednoczonych. Pewne jest to, że ta historia ma wielu wiernych fanów na całym świecie. W przypadku adaptacji zawsze staramy się przede wszystkim szukać świetnych pomysłów, dobrze wykreowanych światów i wiarygodnych postaci, które nas intrygują. Mniej istotne jest, czy dana marka była wcześniej dobrze znana. Ważniejsza jest sama jakość materiału źródłowego. Po zapoznaniu się z uniwersum „Wiedźmina” nie mieliśmy wątpliwości, że ma ono potencjał na udaną adaptację. Oczywiście popularność tytułu może pomóc, bo dzięki temu już na wstępie możemy spodziewać się dużej bazy odbiorców adaptacji. Z drugiej strony fani mają swoje wysokie oczekiwania, które powinniśmy zaspokoić. Czy książkowe uniwersum w jakiś sposób ograniczało wasz proces twórczy?Absolutnie nie. Materiał źródłowy jest pięknie napisany. Gdybyśmy się nie zakochali w tym uniwersum, to nie zrobilibyśmy z niego serialu. Moim zdaniem showrunnerka tej produkcji, Lauren S. Hissrich, na tyle wprawnie posłużyła się historiami z książek, że udało jej się stworzyć coś specjalnego, coś co zadowoli nie tylko fanów oryginału. Nasza produkcja jest zupełnie inna, niż poprzednie adaptacje „Wiedźmina”.Czy były plany, aby zrobić adaptację „Wiedźmina” na podstawie gry komputerowej, zamiast książki? Czy jednak byłoby to zbyt kosztowne i wiązałoby się ze zbyt dużą liczbą kwestii prawnych?Od początku wiedzieliśmy, że chcemy robić adaptację książek. Producenci początkowo zaproponowali stworzenie filmu, ale ostatecznie uznaliśmy, że jest tu potencjał na serial. W książkach jest po prostu zbyt wiele dobrych historii, których nie chcieliśmy pominąć.psav pictureAndrzej Sapkowski jest w Polsce postrzegany jako postać kontrowersyjna. Wiele osób kocha jego książki, ale niekoniecznie jego prywatne przekonania. Jak wyglądała wasza współpraca z autorem? Czy miał jakieś oczekiwania bądź żądania odnośnie do adaptacji?W czasie pracy nad serialem nasza relacja z Andrzejem Sapkowskim była bardzo dobra. Autor książek nie był mocno zaangażowany w samą produkcję, ale w kluczowych momentach korzystaliśmy z jego świetnej znajomości uniwersum. Jednym z nich, jeszcze przed rozpoczęciem prac, było na przykład czterogodzinne spotkanie, podczas którego razem z Tomkiem Bagińskim, Lauren i Andrzejem, rozmawialiśmy o świecie przedstawionym w książkach. Opowiedział nam wtedy wiele na temat tego, jak w jego głowie narodził się pomysł na całą historię, czym się wtedy inspirował i co jego zdaniem jest najlepiej odbierane przez fanów uniwersum. Podczas produkcji serialu Sapkowski odwiedził też plan w Budapeszcie, poznał odtwórców głównych ról i mógł zobaczyć, jak światy z jego wyobraźni materializowały się przed jego oczami.Ponoć Sapkowski nie chciał, żeby serial był stworzony po polsku.Andrzej Sapkowski wielokrotnie mówił Lauren Hissrich, że on jest autorem książek, ale pozostawia jej wolność artystyczną w zaadaptowaniu tego materiału na potrzeby serialu. Z dużym szacunkiem podchodził do naszej showrunnerki i jej procesu twórczego.Jakiś czas temu ogłosiliście, że planujecie drugi sezon “Wiedźmina”. Jesteście tak pewni swego, czy po prostu zapowiedź ma zwiększyć zainteresowanie pierwszym sezonem?Ogłosiliśmy drugi sezon, bo jesteśmy zadowoleni z jakości pierwszej części. Moim zdaniem, scenariusze do kolejnych odcinków są równie dobre – w końcu historie oparte są na znakomitym materiale źródłowym. Trzeba też pamiętać, że nagranie serialu z tak dużą skalą i efektami specjalnymi, może trochę potrwać. Nie zwlekaliśmy zatem z produkcją drugiego sezonu.Niektóre media chyba przesadzają mówiąc, że “Wiedźmin” może być nową „Grą o tron”. To chyba jednak nie ta skala, nie ten budżet i nie ta jakość.To można ocenić dopiero po obejrzeniu serialu. Ja osobiście uwielbiam „Grę o tron” – była niezwykłym zjawiskiem, więc wszelkie porównania są pochlebne. Ale obie historie różnią się tonem, stylem i klimatem. Kiedy fani zobaczą nasz serial, przekonają się, że emocjonalne i fabularne podstawy opowieści są bardzo różne, również poprzez fakt, że czerpią inspiracje z różnych kręgów kultury i literatury – angielskiej i polskiej. Mimo wszystko porównywanie się do „Gry o tron” może rodzić wysokie oczekiwania odbiorców. A przecież cały „Wiedźmin” kosztował mniej więcej tyle, co pewnie niektóre pojedyncze odcinki serialu HBO.Nie znam tych szacunków, ale mam ogromną nadzieję, że widownia będzie pod wrażeniem skali naszego „Wiedźmina”. Te dwie produkcje są zupełnie odmienne, oparte na innych światach i realiach stworzonych przez autorów książek. Zdecydowanie jest miejsce na obydwie produkcje, które trafią w gusta widzów. Dlaczego właściwie Netflix tak bardzo chce promować swoje produkcje oryginalne? Przecież większość użytkowników traktuje platformę jako zwykłe VoD (z ang. video on demand; filmy na życzenie) do oglądania „Przyjaciół” czy „Biura”.Jako Netflix pragniemy być firmą skupioną na dobrych treściach i staramy się tworzyć dla naszych widzów ciekawe opowieści. Hollywood nie ma monopolu na opowiadanie świetnych historii. Nas fascynuje możliwość przedstawiania filmów i seriali z całego świata. Ekscytujące jest to, że tworzymy nasze produkcje w różnych zakątkach globu, np. obecnie w Republice Południowej Afryki, w Egipcie i kilku krajach europejskich. Kiedy pracowałam w Hollywood, wydawało mi się, że wszystkie możliwe rodzaje historii już słyszałam. Ciągle ktoś przynosił podobne do siebie scenariusze. Wystarczyło wyjść poza Hollywood, żeby przekonać się, że na całym świecie są twórcy, którzy mają fascynujące opowieści. Cenimy sobie współpracę z takimi artystami, dajemy im możliwość produkowania filmów w swoim kraju i celebrowania swojej własnej kultury. To oni tworzą te znakomite produkcje, które upowszechniamy na międzynarodowej platformie, zwiększając znacząco ich zasięg. I to przynosi efekty. Dwa lata temu raptem 30 proc. naszych użytkowników oglądało materiały w innym języku, niż ich ojczysty lub angielski. Dziś ten wskaźnik wzrósł aż do 50 proc.Jak uruchamiam aplikację Netflixa, to nie widzę reklam „Przyjaciół”, czy „Biura”. One są dostępne na platformie, ale muszę je wyszukać. Za to serwis wręcz atakuje mnie swoimi oryginalnymi treściami. Nic więc dziwnego, że czasem ludzie je oglądają.To, jakie tytuły sugeruje nam Netflix, wynika ze sposobu korzystania z platformy przez naszych widzów. Jeśli zdarzyło im się oglądać nasze produkcje oryginalne, to istnieje większe prawdopodobieństwo, że platforma będzie im proponować więcej takich treści.Disney, Amazon, HBO czy Hulu nie mają treści sprofilowanych pod konkretne kraje, tak jak Netflix. Czy zatem będziecie tworzyć więcej takich produkcji, aby zatrzymać odpływ subskrybentów?Od dawna jest to nasz kierunek rozwoju. Wspomniane wcześniej badania pokazują, że ludzie dzięki platformie Netflix otwierają się na nowe treści z przeróżnych krajów. A im więcej ekskluzywnych produkcji będą mieli do dyspozycji użytkownicy Netflix, tym chętniej polecą serwis swojej rodzinie i znajomym. Nie skupiamy się na tym, co robi konkurencja. Mamy swoją wizję i będziemy ją kontynuować.Niedawno Forbes napisał, że strategia tworzenia oryginalnych treści przez Netflix zawodzi. Użytkownicy wciąż masowo się wypisują, pomimo że wasze wydatki na produkcje są wyższe, niż kiedykolwiek.Nie czytałam tego konkretnego artykułu. Ale jesteśmy zadowoleni z tego, jak rozwija się nasz biznes. Rośniemy z roku na rok i z kwartału na kwartał – to daje nam pewność, że ludziom podobają się nasze produkcje.Wiele treści oryginalnych Netflixa jest jednak postrzeganych jako średnie. Gros z nich ma ciekawy temat, ale próbuje złapać wiele srok za ogon, dodając na siłę do scenariusza wątki LGBTQ+ czy obsadę złożoną z przedstawicieli różnych ras. Tak, jakbyście chcieli zadowolić wszystkich na raz, niedostatecznie jednak zadowalając kogokolwiek. Jest jakaś artystyczna wizja za tymi produkcjami, czy to bardziej wypadkowa analiz trendów wśród widowni?Pewne treści zawsze będą podobać się jednym bardziej, niż innym. Oczywiście, że staramy się przyciągnąć możliwie największą publiczność. Treści, które podobają się jakiemuś użytkownikowi w piątek, mogą zupełnie nie odpowiadać mu w niedzielę. Dlatego też chcemy im dostarczyć jak najszerszy katalog tytułów i dać możliwość wyboru produkcji, na które mają w danej chwili ochotę. Nie jesteśmy jak telewizja – nie mamy sztywnej ramówki godzinowej. Serial „1983” nakręcony we współpracy z polską ekipą i obsadą okazał się być niewypałem – miał nudne dialogi i nieciekawą intrygę. Jednak ponoć zagraniczni recenzenci go chwalili. Tylko czy statystyki pokazały wam, że ta produkcja była chętnie oglądana w innych krajach, niż Polska?Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej produkcji i uważamy, że została dobrze odebrana przez docelowych odbiorców. Widocznie nie trafił niestety akurat w pana gusta, ale przemówił do wielu ludzi na całym świecie. Jednak nie w wystarczająco dużej liczbie, abyśmy podjęli decyzję o jego kontynuowaniu.W wywiadzie z dystrybutorem filmów usłyszałem, że dziś w filmach ważniejszy od jakości, jest ich temat. Ponoć dobry motyw może sprzedać nawet średni produkt. Temat jest oczywiście bardzo istotny, ale żaden z nich nie obroni się bez wysokiej jakości produkcji . Interesują nas nietuzinkowe historie opowiedziane z niespotykanego wcześniej ujęcia. Robimy mnóstwo produkcji dla młodych dorosłych, seriale kryminalne, opery mydlane i produkcje fantasy. Trudno zatem mówić, że najważniejszy jest temat – bardziej liczy się wykonanie oraz ciekawe podejście twórców.Pracowała pani wcześniej w telewizji ABC. Czy jest jakaś różnica pomiędzy produkowaniem dla potrzeby standardowego medium, a tworzeniu dla Netflixa?Przede wszystkim wolność twórcza. W Netflixie robimy zawsze to, co jest najlepsze dla opowiadanej historii. W ABC mieliśmy zawsze ograniczenia czasowe – trzeba było dostosować długość produkcji do ramówki i dodawać przerwy na reklamy. Teraz, pracując z twórcami, możemy zmieniać liczbę poszczególnych odcinków i czas ich trwania. Niektóre segmenty historii potrzebują więcej oddechu czy napięcia, niż inne. To zawsze przynosi korzyść zarówno dla twórców, jak i widzów.>>> Czytaj też: Netflix traci klientów. Masowy odpływ abonentów z USA odbija się na akcjach

Media

Bardzo ciekawy fragment I…

Bardzo ciekawy fragment I rozdziału książki Mariusza Kowalewskiego “TVPropaganda. Za kulisami TVP“ (Arbitror 2019), która jutru będzie miała swoja premierę o 18.00 w warszawskim klubie RadioTelewizja przy ul. Andersa 29.

Kto wam złamał kręgosłupy? To pytanie pada nieraz pod adresem “dziennikarzy” PiS-owskiej TVP. Jeden z nich, Mariusz Kowalewski, zdecydował się wyznać szokującą prawdę. TVP to coś gorszego niż prywatny folwark prezesów Kaczyńskiego i Kurskiego. TVP to narzędzie służb specjalnych PiS. Pracownicy są śledzeni, zastraszani i werbowani jako konfidenci. Słynny “as” służb PiS, wiceminister Maciej Wąsik, osobiście próbował zwerbować autora.

https://www.wykop.pl/link/5259765/tam-sa-szpiony-tak-jacek-kurski-prezes-tvp-mowi-o-swoim-biurze/

Wspomniany fragment:

Rozdział I

Koordynator każe mnie zwolnić

18 czerwca 2018 roku szefem redakcji reportażu i publicystyki formalnie był jeszcze Tadeusz Płużański. Za kilka dni miał jednak odejść do TVP Historia. Jego odwołanie było majstersztykiem. Na Placu nie chciał go ani Jarosław Olechowski, dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjny, ani jego zastępca, odpowiedzialny za sprawy ekonomiczne, Paweł Gajewski.

Majstersztyk polegał na wmówieniu Płużańskiemu, że dostał awans, bo miał się w TVP Historia zajmować projektem związanym z obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości. Faktycznie była to degradacja, bo zamiast odpowiadać za całe pasmo publicystyki, teraz Płużański miał się zająć jednym niewielki projektem wydawanym przez niszowy kanał TVP. Ale Olechowski i Gajewski wmówili mu, że jest inaczej.
18 czerwca 2019 roku miałem się pierwszy raz pojawić na kolegium. Po co? To dobre pytanie, bo – jak się później okazało – spotkanie szefów wszystkich redakcji w niczym nie przypominało kolegium, które znałem z „Gazety Wyborczej” czy „Rzeczpospolitej”. Tam dyskutowało się o planowanych tematach. Wymieniało spostrzeżenia, analizowało poczynania konkurencji. Taka burza mózgów, by następnego dnia gazeta była jeszcze lepsza.

W TVP Info było inaczej. Kolegia odbywały się w sali konferencyjnej na trzecim piętrze, obok sekretariatu dyrektorów TAI. Pośrodku stał duży owalny stół z krzesłami. Po prawej stronie od wejścia, na niewielkiej komodzie, znajdował się telewizor. Obok niego było wejście do gabinetu Jarosława Olechowskiego. Kilka minut przed 11.00 byli już niemal wszyscy: szefowie redakcji i wydawcy. Brakowało dyrekcji. Zazwyczaj dyrektorzy przychodzili razem. Olechowski i Gajewski. Jak Flip i Flap z tą różnicą, że jeden miał większą tuszę niż drugi, ale obaj byli podobnego wzrostu. Kolegia prowadził Jarosław Olechowski. Gajewski siedział obok. Słuchał. Czasami wtrącał coś niemerytorycznego. Był jak oficer polityczny z dawnych czasów, który pilnował, czy wszyscy myślą i mówią tak, jak życzy sobie tego partia.

Wróćmy jednak do tego, co się wydarzyło kilka minut przed kolegium w czwartek, 18 czerwca. Czekając na dyrektorów, zaczęliśmy rozmawiać o tym, co się dzieje w polityce. Szef redakcji rolnej zapowiedział dymisję „Puchatka”, jak potocznie nazywano Krzysztofa Jurgiela, ministra rolnictwa. W jego miejsce miał przyjść Jan Ardanowski. Dla redakcji rolnej był to news dnia.
Podczas luźnej rozmowy wtrąciłem, że premier Mateusz Morawiecki bardzo chciałby odwołać Mariusza Kamińskiego, koordynatora służb specjalnych, i jego zastępcę – Macieja Wąsika.
–Ale nie ma na to szans, na taki ruch nie zgodzi się Nowogrodzka. Odejście tej dwójki mogłoby być niezrozumiałe dla elektoratu – powiedziałem.

Informacja wprawiła zebranych w osłupienie. Mnie z kolei w osłupienie wprawiła ich reakcja. Nie czytają gazet czy co? – pomyślałem. Dwa tygodnie wcześniej o takich ruchach pisał bowiem „Super Express”, a artykuł cytowany był niemal przez wszystkie portale.
Dalszy ciąg kolegium przebiegł jak wiele późniejszych, w których brałem udział. Przychodzili Olechowski z Gajewskim, siadali na froncie owalnego stołu, najbliżej drzwi prowadzących do gabinetu tego pierwszego, i pytali wszystkich, co dziś będzie na antenie. I wtedy po kolei każdy przedstawiciel redakcji coś tam czytał z kartki. Spotkanie nic nie wnosiło do pracy redakcji. Przez większość zebranych było odbierane jako strata czasu. Ale codziennie trzeba było być o godzinie 11, wyrecytować, co się robi, i udać się z powrotem do swoich obowiązków. Równie dobrze można byłoby te informacje wysłać e-mailem i nikt by na tym nie stracił.
Wychodząc z kolegium, spotkałem Krzysztofa, który na Placu odpowiadał za doradztwo prawnicze, ale dokumentował też tematy na potrzeby różnych redakcji.

–Ty, jakieś jaja. Z kolegium wyszedł wydawca Wiadomości i do kogoś dzwonił. Mówił o tobie – powiedział.
–Co mówił?
–Coś tam, że jesteś tu nowy, i wspominał o jakichś dymisjach.
18 czerwca był dniem bez historii. Jurgiel, jak zapowiadano, stracił fotel ministra, a w jego miejsce przyszedł Ardanowski. Poza tym nic się nie działo. Większość czasu zajęła mi praca nad nowymi formatami, które mieliśmy wprowadzić do jesiennej ramówki. Po południu udałem się na ul. Bednarską, do wynajmowanego mieszkania. Odłożyłem telefon na komodę, a sam zapadłem w krótką drzemkę. Obudził mnie dzwonek telefonu.
–Witam. Co się stało, że sobie o mnie przypomniałeś? – zagaiłem, podnosząc słuchawkę.
–Co ty tam na kolegium powiedziałeś? Że chcą nas odwołać? Kto ci takie bzdury opowiedział? – zapytał Maciej Wąsik, zastępca koordynatora służb specjalnych.

Przez głowę przeszła mi ta sama myśl co podczas kolegium. Nadzoruje służby, a nie czyta gazet. Jezu!!!
Druga myśl była bardziej przerażająca. Skąd Wąsik wie, że na kolegium rozmawialiśmy o ich rzekomych dymisjach, które nie doszły do skutku? Wtedy skojarzyłem to, co powiedział Krzysztof o wydawcy Wiadomości, który wyszedł z sali konferencyjnej i do kogoś dzwonił, wymieniając moje nazwisko. Co za dno! Dziennikarz wynosi informacje z kolegium. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkałem.

–Kto ci powiedział te bzdury? – dopytywał Wąsik.
–Mój dziennikarz, a informacje mieliśmy z kręgów rządowych – odparowałem. Skoro nie czyta gazet, to można mu wmówić wszystko. Chociaż faktycznie informację o planowanych dymisjach przyniósł kilka dni wcześniej dziennikarz mojej redakcji, ale była ona wtórna wobec artykułu „Super Expressu”.
–Musimy się spotkać, bo ktoś wprowadza cię w błąd.

Wstępnie umówiliśmy się na następny dzień, 19 czerwca, ale ostatecznie do spotkania doszło, jak dobrze pamiętam, 20 czerwca. Pojechałem do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Najpierw biuro przepustek. Później bramki. Na końcu czekała sekretarka Wąsika.
Udaliśmy się długim marmurowym korytarzem na piętro. Ostatni raz, kiedy byłem u Wąsika, urzędował jeszcze w niewyremontowanej części budynków rządowych. By do nich dojść, trzeba było wyjść na podwórko znajdujące się za siedzibą premiera.

–Przeprowadzili się państwo? – zapytałem.
–Tak, teraz jesteśmy tutaj – powiedziała starsza pani, która wprowadziła mnie do sekretariatu zastępcy koordynatora. Wąsik stał w drzwiach po prawej stronie.
–Daj telefon – wypalił na dzień dobry.

Wziął mój i swój aparat i odłożył je, o ile mnie pamięć nie myli, do sejfu. Bał się, że mogę go nagrać, czy bał się, że ktoś może nas podsłuchać? Jeśli to drugie, to kto? Ruscy? Amerykanie? Mosad?
Sekretarka zapytała jeszcze, czy czegoś bym się napił. Usiedliśmy przy podłużnym stole, który stał zaraz na prawo od drzwi do gabinetu. Cała rozmowa dotyczyła kolegium redakcyjnego. Maciej Wąsik za wszelką cenę chciał wiedzieć, od kogo usłyszeliśmy o rzekomych dymisjach. Wiedział, że informację przyniósł Krzysztof. Skąd? Nie wiem.

–Nie możesz takich rzeczy mówić na Placu. My jesteśmy państwowcami. Nie można sugerować, że ktoś chce nas odwołać. Tym bardziej że to nieprawda – ciągnął Wąsik.
–Kolegia są właśnie po to, by o takich rzeczach rozmawiać.
–To są bzdury, które podważają zaufanie do nas.
–Kolegia są po to, by wymieniać informacje.
–To jest telewizja państwowa i nie mówi się tam takich rzeczy. Musisz się dowiedzieć od Krzysztofa, kto mu to powiedział.
–Nie mogę ujawniać informatorów dziennikarzy.
–Musisz. Masz go zmusić, by to powiedział.
–Nie.

Później porozmawialiśmy jeszcze kilka minut. Na odchodne Wąsik rzucił:

–Jesteś jego przełożonym i masz go zmusić, by ci powiedział, skąd miał informację.
Tak, jasne, komuś się pomyliły role – pomyślałem i wyszedłem z gabinetu, udając się na Plac.
Na temat spotkania porozmawiałem jeszcze z Pawłem Gajewskim. Później opowiedziałem o nim Krzysztofowi. Uznałem temat za zamknięty. Kilka dni później jednak przypomniał mi o nim Wąsik, dzwoniąc i pytając, czy już ustaliłem, kto Krzysztofowi powiedział o ich dymisji.
–Nie, i nie mogę tego zrobić. Ty jesteś politykiem, ja dziennikarzem i nie ujawniam takich informacji.
To była ostatnia rozmowa, jaką przeprowadziłem z Maciejem Wąsikiem.
26 czerwca 2018 roku, siedząc wieczorem w wynajmowanym mieszkaniu przy Bednarskiej, dostałem telefon.
–Pan Kowalewski? – usłyszałem w słuchawce.
–Tak.
–Proszę przyjechać do biura zarządu TVP na 20.30 do pana prezesa.

Czego może chcieć ode mnie prezes? Jadąc na Woronicza, wysłałem SMS-a do Gajewskiego. Ten odpisał, że nic nie wie. Kurski miał zwyczaj zapraszać gości i spóźniać się na umówione spotkanie. Ze mną było tak samo. Byłem o 20.30. Sekretarka prezesa kazała mi usiąść w pokoju obok gabinetu prezesa i czekać. Czekałem tak długo, że obejrzałem niemal cały mecz Argentyna vs Nigeria na mundialu w Rosji. Kurski zjawił się pod jego koniec.

–Dzwonił do mnie z pretensjami koordynator. Później dzwonił też premier Morawiecki. Wszyscy mają pretensje o informacje, które podałeś na kolegium – zaczął Kurski.
Jezu! Znowu? Czy oni w tym rządzie nie czytają gazet? Nie dostają prasówki? Wręcz niewiarygodne – pomyślałem. –Jestem prezesem TVP i musisz mi powiedzieć, skąd mieliście te informacje. Podobno mówiłeś, że z KPRM – ciągnął Kurski.
–I tak, i nie – zacząłem, mając w tyle głowy, że powiem o tej gazecie. Ostatecznie jednak stanęło na tym, że z okolic KPRM, co też było prawdą, ale wtórną wobec publikacji popularnej bulwarówki.
–Od kogo?
–Nie mogę powiedzieć.
–Mnie musisz, jestem prezesem TVP.
–Zgodnie z prawem prasowym… – zacząłem, ale widząc wrogie spojrzenie Kurskiego, zmieniłem ton. – Nie pamiętam skąd – rzuciłem na odczepnego.

I wtedy Kurski nagle urwał temat. Zaczęło mu się dokądś spieszyć. Wyciągnął rękę, by się pożegnać.
–Na Placu nie możesz mówić takich rzeczy, tam są szpiony. Jesteś stary, a głupi. Mam nadzieję, że temat rozejdzie się po kościach – rzucił, po czym podał mi dłoń i wyszedł.

Mariusz Kowalewski

Okładka książki: https://arbinfo.pl/wp-content/uploads/2019/12/TVPropaganda-214×300.jpeg

#polska #polityka #media #tvpis #mirkoreklama #ksiazki #bekazpisu #bekazprawakow #bekazkatoli #neuropa