Media

Europoseł PiS Zbigniew…

Europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk o mediach publicznych:

Jesteśmy na wojnie. Ostrzeliwują nas dwa wielkie pancerniki – TVN24 i Polsat News, ostrzeliwują nas regularnie

Odezwał się ten co jego partia PiS stara się ograniczać wolność słowa, TVPiS tylko manipuluje faktami i nie pokazuje niewygodnych wydarzeń czy afer partii rządzącej, pisowskie gazety i portale tylko wychwalają PiS i krytykują resztę (m.in. opozycję, polityków czy ekspertów którzy nie zgadzają się z PiSem czy jego pomysłami).

Polska spada coraz bardziej w rankingu „Reporterów bez Granic”.

W tegorocznym zestawieniu Reporterów bez Granic przyznano Polsce 28,89 pkt, o 2,3 więcej niż rok wcześniej (im więcej punktów, tym mniej wolności mediów). Nasz kraj zajął najniższą pozycję w bieżącej dekadzie – w ub.r. był 58., w 2017 roku – 54., w 2016 – 47., a w 2015 roku – 18,
Poprzednio polska tak nisko w rankingu była w latach 2005-2007, zajmując kolejno 53., 60. I 56. miejsce.

Czyli jak widać PiS nie lubi wolności mediów, gdyż na światło dzienne wychodzą niewygodne dla opinii publicznej sprawy i interesy partii rządzącej.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24711300,europosel-pis-o-mediach-publicznych-ostrzeliwuja-nas-dwa-wielkie.html
https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wolnosc-mediow-prasy-ranking-2019-reporterzy-bez-granic-polska-na-59-miejscu-gazeta-wyborcza-na-celowniku-kaczynskiego

#polityka #pis #bekazpisu #tvpis #media #dziennikarstwo #4konserwy #neuropa #polska

Media

Patrzyłem na ciebie z…

Patrzyłem na ciebie z konsoli, pukałem do ciebie z PC
Pisałem do ciebie niewinne frameworki, to chyba nie ty
Na oczy to ledwie już widzę, w Windowsie jest wszędzie ten „blue screen”
Pamiętasz, chcieliśmy rok Linuxa
Następny będzie znowu Win

Nasze pokolenie olewaczy (ej)
Ekran z Amoledu jeszcze starczy (ej)
Smutek kiedy widzę CRT
Junior Developer gada do mnie o czymś
Lata w okół mnie, ma talię dzbana
A ja jestem zakochany z Jobie co ma mnie dosyć
Stop, chce wracać do Apple, nie szarpać za włosy
Może to dużo jak na zamknięte iOSy
Znowu mnie wkurwia Siri – to boli
Jak Dotcom co liczy te kwoty powoli
Bliscy chcą mnie z piwnicy pogonić
Znów liczę megabajty to boli
Na krześle co stoi obok konsoli
Piję Pepsi, gram Creed’sy, czekają expy
Znów ściany milczą, niby król Musk i…

Tylko pić, jeść, spać i Bede grau w gre |x4

#tamagotchi #heheszki #informatyka #komputery #elektronika #gry #media #android #ios #tacohemingway #rap

Media

Buffett: Gazety są skazane na zagładę. Kilka z nich jednak przetrwa

psav zdjęcie główneSpadek przychodów z reklam zmienił branżę gazet drukowanych z „monopolowej na franczyzową, a następnie konkurencyjną” – powiedział CEO Berkshire Hathaway w wywiadzie dla Yahoo Finance. Większość gazet znajduje się zdaniem Buffeta w trudnym położeniu. Inwestor podkreśla, że świat bardzo się zmienił, co dotyczy również medialnego biznesu.Poglądy Buffeta znalazły już odzwierciedlenie w jego biznesowej strategii. Należące do Berkshire BH Media, które jest właścicielem gazet z całych USA, zmniejszyło wielkość zatrudnienia w reakcji na malejące przychody ze sprzedaży reklam. W 2016 roku przychody reklamowe branży prasowej stanowiły zaledwie jedną trzecią kwoty sprzed dekady, zmniejszając się z 49 do 18 mld dol. – wynika z szacunków Pew Research Center.- Ludzi w newsroomach denerwuje mówienie, że reklamy były najważniejszymi redakcyjnymi treściami z punktu widzenia czytelnika – powiedział Buffett. Jednak nie wszystkie gazety są skazane na zagładę. Inwestor uważa, że przetrwają „The New York Times”, „Washington Post” oraz „Wall Street Journal”.>>> Polecamy: TVP uniknie dużych wydatków. Manewr z outsourcingiem wyjdzie jej na sucho

Media

Unijni eksperci ostrzegają przed rosyjskimi trollami w eurokampanii

psav zdjęcie główneMająca swoją siedzibę w wieżowcu Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych przy samym rondzie Schumana w Brukseli grupa zadaniowa East StratCom, która zajmuje się śledzeniem rosyjskich działań w domenie informacyjnej, ma przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego sporo pracy.
Od 23 do 26 maja mieszkańcy wszystkich krajów unijnych wybiorą ponad 700 europosłów (ich dokładna liczba będzie zależała od tego, czy dojdzie wcześniej do brexitu, czy nie). Choć nie zanosi się na rewolucję, jeśli chodzi o skład, to główne, tradycyjne siły polityczne, centroprawicowa Europejska Partia Ludowa i centrolewicowy sojusz Socjalistów i Demokratów na pewno stracą.
Kampanie, jakie towarzyszą temu świętu demokracji, są mocno narażone na działania dezinformacyjne. Unijni eksperci odpowiedzialni za stronę euvsdisinfo.eu podkreślają, że już teraz można zauważyć próby ingerowania w proces okołowyborczy. Kremlowskie starania jak do tej pory skupiają się na tym, by jak najwięcej Europejczyków uwierzyło, że ich głos nie ma znaczenia i nie ma sensu fatygować się do urn.
Argumenty, jakie pojawiają się w tym kontekście, mają przekonywać odbiorców takiego przekazu, że decyzje w UE są podejmowane przez oderwane od rzeczywistości elity. Są też konspiracyjne teorie, że posłowie do Parlamentu Europejskiego działają na zlecenie Stanów Zjednoczonych.
„Inne przesłania mają na celu przekonanie, że w UE prawie nic nie działa prawidłowo, a europejskie elity po prostu próbują odwrócić uwagę Europejczyków od tego, obwiniając za wszystko Rosję, w tym za wtrącanie się w wybory” – podkreślają w swojej analizie eksperci East StratCom.
Celem takich przekazów – jak opowiada PAP jeden z unijnych ekspertów – ma być zdezorientowanie wyborców, zniechęcenie ich, sprawienie, by kwestionowali absolutnie wszystko i w efekcie zrezygnowali z udziału w eurowyborach. Skutkiem tego ma być jak najmniejsza frekwencja, by jak największe szanse miały partie populistyczne i by już po wyborach można było podważać mandat demokratyczny europarlamentu.
„Kreml najprawdopodobniej będzie próbował ingerować w wybory do Parlamentu Europejskiego, aby zabezpieczyć jak najwięcej miejsc dla prorosyjskich lub eurosceptycznych sił politycznych” – oceniła w niedawnym raporcie Estońska Służba Wywiadu Zagranicznego.
Według Estończyków zwłaszcza większe kraje członkowskie jak Francja, Niemcy czy Włochy będą narażone na takie próby. Niższa niż zazwyczaj frekwencja w eurowyborach zwiększa prawdopodobieństwo, że Moskwa podejmie bardziej skoncentrowane wysiłki, ale na mniejszą skalę, by zmobilizować elektorat spełniający jej potrzeby.
Przykładów mieszania się Kremla przed ważnymi rozstrzygnięciami nie brakuje. W czasie kampanii przed referendum, w którym Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu z UE, tylko na Twitterze działało 150 tys. kont powiązanych z Rosją, które zostały zidentyfikowane jako rozsiewające dezinformację.
Z danych zebranych z publicznych źródeł przez East StratCom wynika, że w kampanii w sprawie brexitu przed dwoma laty w mediach społecznościowych pojawiło się ponad 18 mln antyunijnych wpisów ze strony rosyjskich trolli.
Kreml mieszał się też, choć na znacznie mniejszą skalę, w ubiegłoroczne wybory w Niemczech. Portal Euvsdisinfo podaje, że ponad 7 proc. wpisów w różnych dyskusjach dotyczących wyborów na Twitterze generowały boty. Najnowszy przykład to sztuczne podkręcanie i ukierunkowanie dyskusji na temat działań „żółtych kamizelek” we Francji.
W tej chwili nie wiadomo, jaka jest – czy może być – skala takiego zjawiska w Polsce. Unijni eksperci szacują jednak, że 15 proc. kont na Twitterze to boty, które mają generować dyskusje tak, by szły w określonym kierunku.
„Fabryka trolli” w Petersburgu, której budżet szacuje się na ponad 1 mln dolarów miesięcznie, ma duże „osiągnięcia”, jeśli chodzi o manipulowanie opinią publiczną na Zachodzie. Jej udokumentowane działania obejmują ingerowanie w wybory prezydenckie w USA, referendum z 2016 r. w Holandii, w trakcie którego obywatele tego kraju opowiedzieli się przeciw umowie stowarzyszeniowej między UE i Ukrainą, czy referendum brexitowe.
W ciągu najbliższych tygodni przed eurowyborami pracownicy grupy zadaniowej East StratCom będą jeździć do krajów członkowskich, by tam zwiększać świadomość zagrożeń, z którymi zmagają się na co dzień. Unijni eksperci podkreślają, że najważniejsza jest jednak czujność samych internautów, by nie dać się wykorzystywać w trwającej wojnie informacyjnej.
>>> Czytaj też: Zełenski w debacie wyborczej: Jestem wynikiem błędów Poroszenki

Media

Jak wyrabiać sobie opinię bez twitterowo-facebookowej nawalanki? [OPINIA]

psav zdjęcie główne
Na początek ten gorszy zakątek prawicowego internetu (jest też i sensowny zakątek prawicowego internetu, ale o tym później). Tu króluje Islam. Mimo że niewielu mówi to wprost, wszyscy dyskretnie ustawiają pożar w muzułmańskim półcieniu. Ziemkiewicz pisze z właściwą sobie finezją: „Nie wierzę, by francuskie państwo w swoim obecnym stanie mogło zagwarantować uczciwe śledztwo co do przyczyn pożaru” – ahem, zamach, khm khm, a przynajmniej muzułmański sabotaż. Zislamizowana Francja o ustach zatkanych polityczną poprawnością na pewno nie da sobie rady z wyśledzeniem sprawcy o imieniu Muhammed. („Czy ja mówiłem coś o muzułmanach?” – wyobrażam go sobie, jak odpowiada na zarzuty szczucia. „Jesteście przewrażliwieni!”). „Za rok w okolicy na pewno przybędzie nowy meczet” – konstatuje ze smutkiem Magdalena Ogórek. Inni porównują pożar do płonących wież World Trade Center.
Ale nie tylko Islam jest potencjalnym sprawcą – jest nim również sam Bóg. Może daje nam znak. Może karze za otwarcie się na muzułmanów albo za laicyzację Zachodu. I kiedy jezuita Grzegorz Kramer pisze, że imputowanie Bogu takiej mściwości sugeruje nieznajomość ewangelii, to raz jeszcze występuje Magdalena Ogórek, pisząc do niego „Grzesiek […] te twoje kocopały dawno temu przekroczyły granice indolencji. Piszesz tak infantylnie, że zęby zgrzytają z bólu”. >>> Czytaj też: 50 mln euro kary za fałszywe informacje. Niemcy chcą wywrzeć presję na Facebooka 
No i proszę, chyba już powoli zaczynam coś sądzić. A mianowicie to, że sugerowanie muzułmańskich wpływów tam, gdzie wszystko wskazuje na wypadek, to wyjątkowa podłość. Bo trzeba być półinteligentem, żeby bez żadnych dowodów rozchybotywać debatę publiczną, od razu sięgając po takie interpretacje, które wzbudzą najbardziej szalone emocje plemienne. I że jest coś nie tak w zawłaszczaniu strasznych wydarzeń, by stawały się rzekomymi działaniami Boga, które dziwnym trafem udowadniają nasze tezy. No i jeszcze że niezależnie od tego, co się chce powiedzieć i po co, bardzo często lepiej nie otwierać ust (laptopa). Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP  

Media

Niemcy: „Dziękujemy za nic” – media krytykują przyjęcie unijnej dyrektywy dot. praw autorskich

psav zdjęcie główne”Dziękujemy za nic” – pisze skrajnie lewicowy „Tageszeitung” z Berlina, krytykując przede wszystkim postawę niemieckiego rządu.
„Gdyby Niemcy na Radzie UE zagłosowały przeciw albo chociaż się wstrzymały od głosu – reforma by nie przeszła. To wcale nie jest śmieszne, że garstka niemieckich polityków decyduje, czy ogólnounijna regulacja wchodzi w życie czy nie” – zauważa.
„Protesty młodych ludzi nic nie zmieniły. Ostrzeżenia ekspertów zajmujących się internetem zostały zignorowane przez wszystkie partie” – przypomina lewicowo-liberalny „Tagesspiegel”. „Czy platformy internetowe zaczną teraz masowo blokować parodie albo normalne artykuły, którymi chcemy się podzielić w sieci? Dodatkowe oświadczenie dotyczące dyrektywy wydane przez rząd federalny tylko potwierdza obawy krytyków” – stwierdza.
Gazeta zauważa przy tym, że rząd co prawda obiecuje spróbować przeciwdziałać negatywnym zjawiskom, ale nie wiadomo, czy będzie w stanie wywiązać się z tych obietnic.
Kontrowersyjna dyrektywa o prawach autorskich UE została w poniedziałek przyjęta przez państwa Unii. W końcowym głosowaniu większość państw członkowskich UE poparła projekt. Polska i pięć innych krajów były przeciwko.
Najwięcej kontrowersji w dyrektywie budzą artykuły 11 i 13. Artykuł 13 wprowadza obowiązek filtrowania treści w internecie pod kątem praw autorskich, natomiast artykuł 11 dotyczy tzw. praw pokrewnych dla wydawców prasowych.
Ten pierwszy jest najczęściej przywoływany w kontekście zagrożenia dla wolności wypowiedzi w sieci. Art. 11., jest z kolei określany przez przeciwników jako podatek od linków, odnosi się do tego, jakie elementy artykułu dziennikarskiego mogą być publikowane przez agregatory treści bez konieczności wnoszenia opłat licencyjnych.>>> Czytaj więcej: RPO: paski informacyjne „Wiadomości” TVP naruszają ustawę o radiofonii i telewizji

Media

Ruch przeżyje. Jest porozumienie z wierzycielami

psav zdjęcie główneW poniedziałek odbyły się dwa zgromadzenia wierzycieli Ruchu objętych przyspieszonymi postępowaniami układowymi. PPU1, czyli grupa 25 największych wierzycieli Ruchu, zgodziło się na redukcję długu spółki o 85 proc., mniejsi wierzyciele (PPU2) – na umorzenie 50 proc. długu. Łączne długi Ruchu wobec pierwszej grupy wierzycieli sięgają 143 mln zł. Mniejszym podmiotom spółka jest winna w sumie ok. 19 mln zł. Informacje DGP potwierdził Alior Bank w komunikacie: „Zarząd Alior Banku S.A. informuje o przyjęciu w dniu 15 kwietnia 2019 r. przez wierzycieli Ruch Spółki Akcyjnej w restrukturyzacji propozycji umorzenia: 85 proc. wierzytelności w ramach przyśpieszonego postępowania układowego
spółki obejmującego wierzycieli spółki, w stosunku do których zadłużenie
spółki wynosi co najmniej 1 mln zł (PPU1) oraz
50 proc. wierzytelności w ramach przyśpieszonego postępowania układowego
spółki obejmującego wierzycieli, wobec których spółka ma zadłużenie w
wysokości powyżej 100 tys. zł (PPU2)”.Ta decyzja była kluczowa dla rozpoczęcia procesu restrukturyzacji
Ruchu. W ubiegłym tygodniu Alior Bank zawarł porozumienie w sprawie warunków
transakcji pomiędzy bankiem, PKN Orlen oraz Powszechnym Zakładem
Ubezpieczeń (PZU) w sprawie przejęcia 100 proc. akcji Ruch w restrukturyzacji
i sprzedaży ich na rzecz PKN Orlen.
Nabycie akcji przez PKN Orlen nastąpi po spełnieniu się warunków
przewidzianych w porozumieniu tj. m.in.: prawomocnego stwierdzenia
wykonania układów zawartych w przyspieszonych postępowaniach układowych
spółki, uzyskaniu przez strony porozumienia zgód korporacyjnych oraz wydaniu przez prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów lub
Komisję Europejską zgody na nabycie akcji przez PKN Orlen.
Porozumienie zostało zawarte w związku ze złożeniem 11 kwietnia
przez PKN Orlen oferty finansowania Ruchu z zamiarem przejęcia akcji.
PKN Orlen podał wcześniej, że zakłada restrukturyzację i wykorzystanie
synergii pomiędzy dotychczasowym modelem biznesowym Ruchu, a dynamicznie
rozwijającym się segmentem detalicznym Orlenu. Sfinalizowanie oferty
zależeć będzie od decyzji wierzycieli Ruchu oraz pozostałych podmiotów
zaangażowanych w proces.
W styczniu bieżącego roku Alior Bank złożył wniosek do Urzędu Ochrony Konkurencji i
Konsumentów (UOKiK) w sprawie przejęcia kontroli nad Ruchem.
„Alior Bank od początku dążył do utrzymania Ruchu na rynku. Stworzyliśmy
ramowy plan naprawczy. Aktywnie szukaliśmy inwestorów, którzy byliby w
stanie zapewnić płynność finansową spółki i zagwarantować ciągłość jej
działania” – skomentował prezes Alior Banku Krzysztof Bachta, cytowany w
komunikacie.
„Dzisiaj, dzięki wspólnemu zaangażowaniu, Ruch otrzymał szansę
utrzymania ciągłości działania i dalszego rozwoju. Jest to możliwe
dzięki zaangażowaniu inwestora strategicznego – Orlenu, który dostrzegł
potencjał biznesowej synergii ze spółką i wesprze ją kapitałowo. Nie
mniej istotne są pozytywne decyzje wydawców, którzy uwierzyli w
przygotowany plan restrukturyzacji Ruchu” – dodał prezes. Podkreślił, że pozwoli to spółce odzyskać płynność finansową, co na
dalszych etapach restrukturyzacji przełoży się na możliwość uregulowania
pozostałych zobowiązać wobec wierzycieli. „W dalszym ciągu będziemy
aktywnie wspierać proces restrukturyzacji Ruchu” – podsumował Bachta.
Sieć własna Ruchu składa się z 1800 punktów zapewniających roczny obrót w wysokości około 870 mln zł. Kolportaż Ruchu dociera do ok. 20 tys. punktów i generuje roczny obrót o wartości ok. 500 mln zł. Ruch ma 13 centrów logistycznych i jeden magazyn centralny.O tym, jak upadał Ruch przeczytasz TUTAJ.Źródło: Forsal.pl/ISBNews

Media

Niemieckie media o Assange’u: bohater czy łotr?

psav zdjęcie główne”Nie ma wątpliwości: WikiLeaks ujawnił nieprawidłowości i przestępstwa, dzięki czemu świat stał się odrobinę bezpieczniejszy” – pisze w piątek lewicowo-liberalny dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Zastrzega jednak, że wiele zachowań założyciela portalu budzi wątpliwości: był on oskarżony o gwałt w Szwecji, a uciekając do ambasady Ekwadoru w Londynie, złamał zasady zwolnienia warunkowego.
„Nie wszystko, co publikuje, spełnia wymagania, które stawia się bohaterskim poszukiwaczom prawdy. Wiele z tych materiałów to po prostu teorie spiskowe. Włamując się do rządowego komputera w USA, przekroczył granice obowiązujące dziennikarzy przy zbieraniu materiałów” – orzeka monachijska gazeta. „Należałoby mu życzyć łagodnego sędziego w USA, który uwzględniłby intencje, jakimi kierował się Assange: wyjaśnienia ciężkich przestępstw. Nie każdy, kto nie jest rycerzem, musi być łotrem” – dodaje.
Assange znany jest na całym świecie w związku z działalnością założonej przez niego w 2006 roku organizacji pozarządowej WikiLeaks, która ujawnia w internecie tajne, często kompromitujące ludzi z najwyższych szczebli władzy, dokumenty.
Assange od siedmiu lat ukrywał się w ambasadzie Ekwadoru w Londynie przed brytyjską policją, która chciała go aresztować za zlekceważenie wezwania do stawienia się w sądzie 29 czerwca 2012 r. Wezwanie to dotyczyło wydanego przez Szwecję w 2010 r. międzynarodowego nakazu aresztowania w związku z oskarżeniami o molestowanie seksualne i gwałt. Szwedzcy śledczy zrezygnowali później z prowadzenia tego postępowania, ale szef WikiLeaks nadal pozostawał w ambasadzie Ekwadoru. Jego prawnicy argumentowali, że mógłby zostać wydany władzom USA w związku z ujawnianymi przez WikiLeaks tajnymi amerykańskimi dokumentami dotyczącymi wojska i dyplomacji. Był to największy wyciek informacji w historii USA.
Aresztowanie Assange’a było możliwe dzięki temu, że władze Ekwadoru podjęły decyzję o cofnięciu udzielonego mu azylu politycznego i pozwoliły funkcjonariuszom na wejście na teren placówki dyplomatycznej.
Berliński „Tagesspiegel” stanowczo dystansuje się od kontrowersyjnego aktywisty, zwracając uwagę nie tylko na niedopuszczalne metody działania, ale też na jego niejasne związki z Rosją. „Portal ujawnił dokumenty Partii Demokratycznej i pomógł tym samym w kampanii wyborczej (obecnemu prezydentowi USA) Donaldowi Trumpowi. Amerykańskie organy ścigania zdają się wychodzić z założenia, że nie działo się to bez wsparcia Rosji” – pisze gazeta.
„Siwa broda, siwe włosy – w ciągu siedmiu lat domowego aresztu Julian Assange się postarzał. Jego postać może z powodzeniem symbolizować obecną sytuację na świecie: dziwaczną, groteskową, skonfundowaną, spiętą, niedojrzałą, nieodpowiedzialną” – puentuje dziennik ze stolicy Niemiec.
Brytyjski wiceminister spraw zagranicznych Alan Duncan oświadczył w czwartek, że Wielka Brytania co do zasady sprzeciwia się ekstradycjom do państw, w których za dane przestępstwo może grozić kara śmierci, sugerując, że rząd odrzuciłby ewentualne żądania Stanów Zjednoczonych w sprawie przekazania Assange’a w celu skazania go za szpiegostwo w razie istnienia ryzyka takiej decyzji sądu.
Konserwatywny „Frankfurter Allgemeine Zeitung” jest jednak raczej spokojny o los Assange’a. „Czy Wikileaks stał się narzędziem Rosji? Jest mało prawdopodobne, że zostanie to wyjaśnione w amerykańskim sądzie” – uważa gazeta.
„Assange’owi zarzuca się, że spiskował z Chelsea Manning, byłą analityk w armii USA, w celu zdobycia dostępu do komputerów z tajnymi danymi rządowymi. Jest to coś jakościowo innego niż klasyczne dziennikarstwo śledcze. Mimo to z punktu widzenia wolnej prasy stawka gry jest wysoka. Obrońcy praw obywatelskich powinni być czujni, na wypadek gdyby amerykański sąd chciał karać za ujawnianie tajnych dokumentów” – apeluje dziennik.

Media

Orange Polska ma umowę o współpracy z Google ws. oferty usług chmurowych

psav zdjęcie główne”Rozwój usług ICT, szczególnie usług chmurowych, jest niezbędny w cyfrowej transformacji biznesu, w której Orange Polska wspiera polskich przedsiębiorców. Stawiamy na profesjonalne usługi i współzarządzanie z klientem jego światem IT, wykorzystując najlepsze rozwiązania liderów chmurowych z Google na czele” – powiedziała wiceprezes Orange Polska ds. rynku biznesowego Bożena Leśniewska, cytowana w komunikacie. „Mamy nadzieję, że dzięki współpracy z Orange Polska, usługi Google Cloud będą bardziej dostępne dla polskich firm. Migracja do chmury jest dzisiaj jednym z kluczowych elementów rozwoju i cyfrowej transformacji przedsiębiorstw. Wierzymy, że szybka adopcja technologii opartych o rozwiązania w chmurze może mieć krytyczne znaczenie dla budowania przewagi konkurencyjnej polskiej gospodarki. Niewątpliwie Orange, jako technologiczny doradca firm i instytucji, może odegrać kluczową rolę w tym procesie” – skomentowała Magdalena Dziewguć, Territory Manager Central Europe, Google Cloud. Współpraca Orange Polska z Google Colud rozpoczęła się w 2017 roku, obejmując rozwiązania G Suite. Obecnie potencjał Google Cloud Platform stanowić będzie wsparcie w dziedzinach takich, jak big data, analityka, uczenie maszynowe, sztuczna inteligencja (AI), internet rzeczy (IoT), robotyzacja procesów (RPA) oraz aplikacje internetowe i mobilne. Orange Polska (dawniej TPSA i PTK Centertel) to dostawca usług telekomunikacyjnych w Polsce. Orange dostarcza m.in. usługi telefonii komórkowej, stacjonarnej, dostępu do internetu, TV oraz usługi transmisji głosu przez internet (VoIP). >>> Czytaj też: E-dowód jest dużo bezpieczniejszy niż plastikowy