Media

Na Węgrzech powstaje wielki…

Na Węgrzech powstaje wielki prorządowy konglomerat medialny.

Właściciele większości otwarcie prorządowych węgierskich mediów ogłosili w środę, że składają je jako darowiznę na rzecz nowej fundacji. W skład wejdą m. in. Hir TV, Echo TV, Origo.hu, Nemzeti Sport, Bors, Magyar Idok i Figyelo.

Znalezisko:
https://www.wykop.pl/link/4668573/na-wegrzech-powstaje-wielki-prorzadowy-konglomerat-medialny/

Wyższy etap rehungaryzacji/”dekoncentracji”.

Tag: #postkomunistycznepanstwomafijne

PS: Chciałem dodać jako znalezisko, ale wypok po raz kolejny odmawia posłuszeństwa, co dodatkowo zniechęca do korzystania z tego serwisu. Edit: Jednak się dodało (mam nadzieję że w jednej kopii, a nie 30), podmieniłem link.

#polityka #wegry #orban #media #dobrazmiana #4konserwy #neuropa #dekoncentracja #repolonizacja

Media

Prawactwo z #4konserwy…

Prawactwo z #4konserwy nauczyło się nowego mema zaimportopowanego z USA: NPC.

Jest to inspirowane postaciami w grze (Non playable character) które były zaprogramowane tylko i wyłącznie po to, by przekazać daną informacje. I nic więcej. Postać ta nie myśli samodzielnie, nei ma wyrobionego zdania, tylko powtarza to, co jej kazano.

Jako najsłynniejszy przykład jest udostępniany jeden filmik. W tym filmiku pokazują urywki z programów takich jak Stephen Colbert, Live with John Oliver oraz programy CNN.

Przekaz jest taki: Media mówią – Pomarańczowy Pan Zły

Przeciętny odbiorca danego przekazu ślepo wierzy w to, co powiedziały media, i powtarza to, co usłyszał – Pomarańczowy Pan Zły.

Natomiast gdy zapyta się go „dlaczego” to dostaje „zawiechy” gdyż nie potrafi wytłumaczyć dlaczego pomarańczowy pan jest zły.

Tak więc tak wygląda „lewactwo” z perspektywy amerykańskich konserwatystów.

A jak wygląda rzeczywistość?

Zacznijmy od programów o których wspominałem:

Stephen Colbert : od 2015 roku na kanale CBS prowadzi swój program – Late show with Stephen Colbert. Poza rozmową z gościem prowadzi monolog, w którym komentuje, co się dzieje ostatnio w świecie. Zwykle te monologi trwają 5-10 minut, gdzie z przymrużeniem oka komentuje to, co się wydarzyło. Powołuje się na różne źródła – przykładowo ABCnews, The Guardian, The Washington Post, Aljazeera. Opisuje, co się wydarzyło, jakie to może mieć konsekwencje oraz wyśmiewa to, co jest – dla niego – śmieszne. Czy robi to w sposób śmieszny – faktycznie – jest kwestią indywidualną. Wg mnie ze 3 żart jest faktycznie śmieszny.

John Oliver – Prowadzi swój program w HBO. Formuła programu jest podobna, co w przypadku Stephena, jednakże główną częścią nie jest rozmowa z gościem, tylko poruszenie „głównego tematu dnia”. Jest poddawana całkowita analiza, opierająca się na wielu źródłach. Tłumaczy czym są dane zjawiska, jakie mogą mieć konsekwencje, oraz jak można jakieś problemy rozwiązać. Wszystko okraszone jest podane w luźnej formie, zrozumiałej dla każdego a uatrakcyjnione zostaje poprzez dawkę humoru.

Zatem – podane dwa przykłady nie sprowadzają się tylko i wyłącznie do stwierdzenia „Pomarańczowy Pan Zły”. W przypadku odcinków poświęconych Trumpowi, poddawają pełnej analizie, tłumaczą co jest nie tak, jak to można naprawić. A że przy okazji obśmieją prezydenta Trumpa: w końcu są komikami. Takie jest ich zadanie.

Jednakże w oczach konserw z USA ich cały przekaz sprowadza się do tego, że Trump to chodzące zło. Jednakże w przypadku polityków partii demokratycznych też się od komików obrywało – tak samo z nich żartowali, tak samo wytykano im błędy i w podobny sposób analizowali ich postępowania.

Zatem – idąc tym samym tokiem – NPC powinno też uważać, że Hillary Clinton to zło.

Także o ile przykład pokazany w tymże filmiku, jest zdecydowanie nietrafiony, to nie przeszkadza to w utwierdzaniu w przekonaniu, że rzekome NPC nie są w stanie samodzielnie myśleć. Mówiąc krócej – lewactwo jest głupie i bez przemyśleń łyka to, co jest podawane na tace.

Zapewne amerykańskie – jak i polskie – konserwy mają o sobie zdanie, że są świadomymi użytkownikami, którzy to na pewno nie łykają wszystkiego jak leci.

No, ale jak to widać na wykopie, nie może to być do końca prawdą.

Przykład? Proszę bardzo:

https://www.wykop.pl/ludzie/swarp/
https://www.wykop.pl/ludzie/adam-nowakowski/
https://www.wykop.pl/ludzie/Sleepypl/
https://www.wykop.pl/ludzie/przemyslaw-maczka/
https://www.wykop.pl/ludzie/CulturalEnrichmentIsNotNice/
https://www.wykop.pl/ludzie/BananowyWypok/
https://www.wykop.pl/ludzie/MartinoBlankuleto/
https://www.wykop.pl/ludzie/PawelW124/
https://www.wykop.pl/ludzie/VrubeL/
https://www.wykop.pl/ludzie/Amarantus_Ekspandowany/
https://www.wykop.pl/ludzie/Formek/
https://www.wykop.pl/ludzie/mrbarry/
https://www.wykop.pl/ludzie/aleqsandrov/
https://www.wykop.pl/ludzie/raceman/
https://www.wykop.pl/ludzie/puzno/
https://www.wykop.pl/ludzie/herakliusz_atencjusz/

Co łączy tych użytkowników?

Co najmniej 2 rzeczy:

1. W przeciągu ostatnich 2 tygodni pisali/plusowali wpisy naśmiewające się z mitycznego „lewactwa” pod tagiem #npc
2. Wykopali znalezisko o Lepperze, „mówiącym” o Petru.

Zatem, Ci sami użytkownicy, którzy wmawiają i naśmiewają się z „niesamodzielnie myślących lewaków” sami bezmyślnie wykopali fejka – kwestia tylko ustalenia, czy celowo czy po prostu zadziałał mechanizm „Psa Pawłowa”.

A to tylko jeden prosty przykład. Brałem pod uwagę tylko wpisy/znaleziska z 2 tygodni.

Zatem, drogie świadome #4konserwy – zanim coś napiszecie, zaplusujecie, wykopiecie, pomyślcie. Bo przez takich jak Wy prawica w Polsce – jak i na świecie – ma opinię bycia „pożytecznym idiotą”.

#neuropa #polityka #bekazprawakow #media #johnoliver #stephencolbert #manipulacja #propaganda

Media

Czy powinniśmy podziękować ambasador Mosbacher? [OPINIA]

psav zdjęcie główneDziałanie ambasadora w Polsce nie odbiega w żaden sposób od stylu biznesowo-transakcyjnego, jaki obecnie obowiązuje na szczytach amerykańskiej władzy. Każdy, kogo to dziwi, pewnie nie potraktował poważnie słów „America first”, które są dzisiaj obowiązującą doktryną w polityce zagranicznej USA. Oczywiście ludzie nie powinni znać kuchni robienia polityki, a już szczególnie dyplomacji. Noty nie powinny wyciekać do mediów. Bo ich styl nie przypomina kurtuazyjnej korespondencji.Amerykanie zbudowali przez lata skuteczną i wielopoziomową sieć lobbingu ekonomicznego i politycznego na całym świecie. Są to izby handlowe, think tanki, fundacje, a nawet firmy konsultingowe czy kancelarie prawne. Potężna organizacja – Izba Handlowa Stanów Zjednoczonych (United States Chamber of Commerce) działa na szczeblu federalnym USA i jej głównym celem jest lobbowanie na rzecz korzystnych dla jej członków rozwiązań w amerykańskim rządzie. Liczy przeszło 3 mln członków. Ma też dział spraw międzynarodowych liczący 70 ekspertów ulokowanych w Waszyngtonie oraz w stolicach kluczowych partnerów gospodarczych USA: Pekinie, Brukseli, Delhi, Rio de Janeiro czy Seulu. Dysponuje także siecią grubo ponad 100 amerykańskich izb handlowych rozlokowanych w przeszło 100 krajach, także w Polsce. Amerykanie odrobili wiele lat temu lekcję z dyplomacji ekonomicznej. Miesiąc temu ambasador USA spotkała się z wiceministrem finansów Filipem Świtałą. Dla USA, a właściwie tamtejszych firm, problemem są zmiany podatkowe, a tych obecnie rządząca ekipa wprowadza hurtową liczbę. Tym razem na agendzie pojawił się podatek u źródła, którego zmiana nie była dobra dla biznesu amerykańskiego. Mimo swoistej „interwencji” legislacja przeszła w niezmienionym kształcie przez parlament i doczekała się podpisu prezydenta. Argumenty administracji USA były zapewne słuszne. Podobnie jak te, które ma Ministerstwo Finansów znajdujące się wciąż w fazie domykania ostatnich luk i uszczelniania systemu podatkowego. Z Georgette Mosbacher współpracować wciąż będziemy musieli, więc nie ma się co obruszać na to, w jakim stylu broni marki made in USA. Francuski polityk Maurice Couve de Murville powiedział, że sztuka dyplomacji polega na umiejętności pokrajania tortu w taki sposób, aby każdy uważał, że dostał największy kawałek. Widać amerykańska administracja wie, że nie musi się martwić o swój kawałek tortu, bo on zawsze jest największy i nie ma powodu udawać, że jest inaczej. Może w takim razie – mówiąc ironicznie – powinniśmy podziękować pani ambasador, że to, co dyplomaci zwykle starają się ukryć, ona wyłożyła na stół? Jej namolność zrobiła na rządzie takie wrażenie, że postanowił dać jej pstryczka w nos. Bo tak należy potraktować fakt ujawnienia pisma. Wiele wskazuje na to, że wypłynęło ono z polskiej strony. A jeśli tak się stało, to znaczy, że jej zachowania musiały robić naprawdę duże wrażenie. Bo ujawnienie konfliktu to dla rządu spory kłopot. Z trzech powodów. Po pierwsze, nie ma wątpliwości co do proamerykańskości tego gabinetu. Po drugie, ujawnienie tego typu traktowania pokazuje, że polityka asertywności akurat w przypadku USA jest testowana z poważnymi kłopotami. Wreszcie bezpośrednim powodem ostatniego spięcia jest sprawa TVN. Nie ma wątpliwości, że Mosbacher w tej kwestii reaguje nie tylko z powodu ideowych przekonań. Bo w końcu Donald Trump potrafi być naprawdę obcesowy wobec prasy. Powodem jest też oczywiście to, że właścicielem TVN jest firma amerykańska. Ale fakt pozostaje faktem – dla rządu reakcja na list to ostateczność. – To był wierzchołek góry lodowej, musiało dojść do takiego przesilenia. Jeśli nie teraz, to w ciągu kilku miesięcy – powiedział nam jeden z liczących się polityków obozu rządowego. Można powiedzieć: Amerykanie tacy są. Są twardzi i mają przyziemne podejście. Ale spora część z nich wie także, że forma, zwłaszcza w dyplomacji, jest ważna. Jeśli pani ambasador faktycznie proponowała przychodzenie do niej z projektami zmian prawa, aby zobaczyć, czy nie naruszają interesów „naszych krajów” – wzbudza to jedynie politowanie. Właśnie od tego poszczególne kraje mają dyplomatów, by śledzili m.in. zmiany w prawie. Gdyby przyjąć model Mosbacher, placówka składałaby się z samego ambasadora. Na razie spór wygląda na spięcie nie tyle w relacjach Polska – USA, ale raczej Georgette Mosbacher – Aleje Ujazdowskie i grę pod tytułem kto kogo przetrzyma. Obie strony mają zbyt dużo długofalowych interesów, by sprzeczka dotycząca formy stosunków, a nie treści, im zaszkodziła.>>> Czytaj też: Rynek znów się „przegrzał”? Domy w USA są znacznie droższe niż przed kryzysem

Media

Kto przejmie drugie największe radio w Polsce?

psav zdjęcie główneWśród kandydatów na nabywcę Radia Zet (Eurozet) pojawił się nowy gracz. To spółka PMPG Polskie Media. Jest ona wydawcą tygodników „Wprost” i „Do Rzeczy”. Jeśli obecny właściciel radia – Czech Media Invest – przyjmie ofertę PMPG Polskie Media, zakup będzie najprawdopodobniej finansowany kredytem w dużym państwowym banku.Firma, której prezesem jest Michał M. Lisiecki, jako nowy nadawca Radia Zet byłaby pewnie mile widziana przez PiS, bo wydawnictwo zawsze sprzyja rządzącym. Człowiekiem Roku 2015 tygodnika „Wprost” został prezes PiS Jarosław Kaczyński. Dwa lata później uhonorowano premiera Mateusza Morawieckiego wspólnie z zespołem gospodarczym ministrów rządu.Czy to prawda, że PMPG Polskie Media bierze udział w rozmowach na temat odkupienia Radia Zet? – Na dzień dzisiejszy nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć – odpowiada przedstawicielka spółki Alicja Pater.Podobne pytanie zadaliśmy Agorze, bo z naszych informacji wynika, że drugą ofertę kupna Zetki złożył wydawca „Gazety Wyborczej” i nadawca ponadregionalnego Radia Tok FM oraz sieci Złote Przeboje, Radio Pogoda i Rock Radio.– Jako spółka giełdowa nie chcemy dołączać do grona spekulujących – ucina Agata Staniszewska, rzeczniczka Agory.Na początku listopada na konferencji prasowej prezes spółki Bartosz Hojka, pytany o kupno Eurozetu, mówił dyplomatycznie, że firma jest zainteresowana inwestycjami poszerzającymi jej obecność w tych segmentach rynku, w których już działa.Układ sił na rynku radiowym wskazuje ponadto, że naturalnym kandydatem do przejęcia Zetki jest Grupa ZPR Media. Ma ona w swoim portfolio m.in. dużą sieć Eska i ponadregionalne Radio Vox, lecz podobnie jak Agorze brakuje jej stacji ogólnopolskiej. Gdy w kwietniu br. ogłoszono, że Czesi kupują Eurozet od francuskiego koncernu Lagardere, właściciel ZPR Zbigniew Benbenek mówił, że chciałby te stacje odkupić. Kilka miesięcy później stwierdził, że jednak nie. Dziś nie chce tej kwestii komentować.– W ramach polityki korporacyjnej nie komentujemy plotek ani spekulacji na rynku – stwierdza Daniel Častvaj, członek zarządu Czech Media Invest i zarazem przewodniczący rady nadzorczej Eurozetu.Sprawa rozstrzygnie się wkrótce, bo z naszych informacji wynika, że obecni właściciele Zetki czekają na oferty jeszcze tylko do piątku. Decyzję, komu sprzedać rozgłośnię, podejmą do połowy grudnia.Oferty prawdopodobnie nie złożyła spółka Fratria (m.in. wydawca tygodnika „Sieci”), choć wcześniej była powszechnie typowana na nabywcę rozgłośni Eurozetu.W rozmowach o transakcji wymienia się głównie Zetkę, chociaż Eurozet jest też nadawcą Chillizet, Meloradia, Antyradia oraz – razem z Grupą ZPR Media – Radia Plus. Radiowcy, z którymi rozmawialiśmy, uważają, że Czesi sprzedadzą od razu cały pakiet, bo mniejsze stacje to tylko dodatek do ogólnopolskiej rozgłośni. Mimo spadku słuchalności Radio Zet wciąż zajmuje niezagrożoną pozycję wicelidera krajowego rynku. W najnowszym badaniu Radio Track Kantar Millward Brown (sierpień–październik) jego udział w czasie słuchania wyniósł 12,3 proc.Po kilku trudnych latach radiowy rynek reklamowy jest obecnie w dobrej kondycji. PwC szacuje jego tegoroczne obroty na 565 mln zł – to 4,4 proc. więcej niż rok temu. Do 2022 r. średnioroczny wzrost przychodów z reklamy radiowej wyniesie 2,7 proc.Za kilka stacji radiowych w Czechach, Rumunii, na Węgrzech i w Polsce czeska firma zapłaciła 73 mln euro. Sprzedawane spółki w 2017 r. odnotowały 56 mln euro skonsolidowanych przychodów – większość wygenerował Eurozet.>>> Czytaj też: Dokąd zmierza afera KNF?

Media

Militarny konflikt Ukrainy z Rosją stawia Węgry w patowej sytuacji

psav zdjęcie główne„(…) także węgierski rząd jest w trudnej sytuacji: jeśli nie ustąpi Ukraińcom, sojusznicy zarzucą mu, że służy rosyjskim interesom. A jeśli wypuści rękę Węgrów z Zakarpacia, sprzeniewierzy się swej dotychczasowej polityce i wyborcom” – pisze w prorządowym dzienniku „Magyar Hirlap” komentator Tamas Ulicza, nawiązując do węgiersko-ukraińskiego sporu wokół ukraińskiej ustawy o oświacie.
Spór trwa od jesieni 2017 roku, gdy ukraiński parlament przyjął tę ustawę. Budapeszt twierdzi, że uderza ona w prawa mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu, gdyż ogranicza prawo do nauczania w języku ojczystym. Z powodu sporu Węgry blokują m.in. posiedzenia Komisji NATO-Ukraina na najwyższym szczeblu.
Według Uliczy w związku z incydentem w Cieśninie Kerczeńskiej powstała sytuacja „Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”.
„Moskwa powoli odkrawa kolejne kawałki Ukrainy, na co prezydent Petro Poroszenko nie może patrzeć z założonymi rękami, ale nie jest w stanie zrobić nic, dopóki nie będzie czuł za sobą pełnego poparcia NATO. Do tego zaś powinien przystać na węgierskie żądania w kwestii praw mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu, czego Kijów nie może uczynić, nie ustępując także mniejszości rosyjskiej” – podkreśla komentator.
Zastrzega przy tym, że gest pod adresem mniejszości rosyjskiej byłby dla ukraińskiego kierownictwa bardzo niebezpieczny wobec zbliżających się wyborów prezydenckich na Ukrainie.
„Naszą ojczyznę i Europę czeka trudny okres: wielkie mocarstwa praktycznie przymykają oko na to, że Rosja podważa granice, najpierw w przypadku Gruzji, a potem Ukrainy. Bardzo możliwe, że Węgry staną znów przed takimi dylematami jak w XX w. i będą miały szansę wyciągnąć wnioski z błędów” – pisze Ulicza.
Po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej w XX w. Węgry straciły na mocy Traktatu w Trianon z 1920 r. 2/3 swego terytorium i wraz z tym 1/3 ludności. Chcąc odzyskać te tereny, przystąpiły do II wojny światowej po stronie Niemiec.
„Nie wolno nam sądzić, że jeśli któreś z mocarstw coś nam proponuje, to nie będziemy musieli za to zapłacić, nie możemy zostawić samych sobie Węgrów z państw ościennych, jak zrobiła to ekipa (komunistycznego przywódcy Janosa) Kadara, i nie możemy sądzić, że bez silnej armii ktokolwiek poważnie nas potraktuje” – czytamy.
Autor kończy swój wywód konstatacją, że w sąsiedztwie Węgier trwa walka szermiercza, w której Węgry też mogą dostać kilka cięć i „węgierskiej dyplomacji nie będzie łatwo ustrzec naszej ojczyzny przed jej pogrzebaniem w pojedynku gigantów”.
Komentator innego prorządowego dziennika „Magyar Idoek” Levente Szitkai pisze zaś, że „w dalekiej perspektywie można sobie wyobrazić dowolny rozwój sytuacji, ale Ukraina jest zbyt cenna i ma zbyt istotne położenie strategiczne, by móc żyć w prawdziwym pokoju i być całkowicie niezależną od zagranicznych wpływów”.
Lewicowe „Nepszava” ocenia zaś, że z powodu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego nabiera szczególnej aktualności szczyt ministrów spraw zagranicznych państw NATO w przyszłym tygodniu w Brukseli, „zwłaszcza jeśli odbędzie się też szczyt NATO-Ukraina”.
Z Budapesztu Małgorzata Wyrzykowska
>>> Polecamy: Putin wraca na front. Prezydent Rosji rozpoczął nową fazę wojen

Media

Amerykańska prasa cytuje…

Amerykańska prasa cytuje słowa o ‚zastraszeniu’ (intimidation) stacji TVN, będącą własnością amerykańskiego koncernu medialnego, przez polskie władze. Padają słowa dotyczące obawy o wolność mediów w Polsce. AP wprost mówi o państwowych mediach propagandowych.

US-Owned Broadcaster Says It Faces Intimidation From Poland

(…) The move against Wacowski comes amidrising concerns about the state of media freedom in Poland, where the populist ruling party has turned tax-funded public media into a propaganda tool and is looking for a way to limit foreign ownership of media companies. TVN has been critical of the government and is seen as particularly vulnerable.

https://www.nytimes.com/aponline/2018/11/25/world/europe/ap-eu-poland-media.html

Jak cię widzą, tak cię piszą.

#polska #media #neuropa #4konserwy

Media

Reportaż o „urodzinach Hitlera” był nieetyczny? Godzic: Gdyby przyjąć ten zarzut, nigdy nie doszłoby do ujawnienia potężnych afer [WYWIAD]

psav zdjęcie główneZacznę od podstaw: Czy materiał wyemitowany w „Superwizjerze” TVN o „urodzinach Hitlera” powstał zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej? Gdyby posługiwać się zarzutami wysuwanymi teraz przez prawą stronę naszej sceny politycznej, że dziennikarze działali nieetycznie, przekraczali granice, nigdy nie doszłoby do ujawnienia wielu potężnych afer, z Watergate na czele. Bo w końcu reporterzy „Washington Post” również nie zbierali materiałów z przypiętą tabliczką: „badamy niejasne powiązania administracji prezydenta Nixona”. Polska demokracja wiele zawdzięcza dziennikarstwu śledczemu. Prowokacje pokazujące, jak szybko zareagują policjanci, jak się zachowają lekarze, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami domu starców czy żłobka. Bez tych działań o wielu karygodnych sytuacjach nie mielibyśmy pojęcia. Oczywiście, za każdym razem w takich działaniach musi chodzić o ważny interes społeczny. Jak było w przypadku materiału o neonazistach?To był temat, którego zdecydowanie należało się podjąć. O polskich neonazistach słyszymy, czasem udaje się dotrzeć na ich zamknięte fora. Tu po raz pierwszy można było zobaczyć ich działania. A potem doszło do sytuacji absurdalnej. Zamiast ścigać bohaterów materiału, prokuratura postanowiło zająć się m.in. operatorem, który filmować „urodziny Hitlera”. Pierwotnie prokurator podjął decyzję o przedstawieniu operatorowi zarzutów z art. 256 par. 1 kk, czyli propagowania faszyzmu. Potem Prokuratura Krajowa zmieniła zdanie, ale przekazała sprawę do dalszego badania: czy doszło do przestępstwa podżegania do propagowania nazizmu oraz kto ewentualnie je popełnił, przekazując organizatorom spotkania pieniądze na zorganizowanie imprezy.Ciekaw jestem, jak zdaniem śledczych, miał się zachowywać dziennikarz, który znalazł się w otoczeniu tych konkretnych osób? Czy byłby dla nich wiarygodny, gdyby odmówił podniesienia ręki w geście nazistowskiego pozdrowienia? Nawet ze strony prawicowych dziennikarzy słychać pełne oburzenia głosy, że „mógł nie hailować”. Otóż – musiał to robić! Dla dobra społecznego, dla dobra nas wszystkich.Zaraz po emisji materiału na antenie TVN, resort sprawiedliwości mówił, że przyjrzy się sprawie, były pierwsze zatrzymania. Wydawało się, że sprawa jest oczywista.I to mnie właśnie zastanawia. Pamiętam wystąpienie premiera, w którym z uznaniem wypowiadał się o pracy dziennikarzy i zapowiadał sprawne działania. Nie minęło wiele czasu, a w oparciu o zeznania jednego z zatrzymanych neonazistów, tworzy się kompletnie inną narrację. Zgodnie z nią pracownicy wrogiej interesom państwa stacji nagabywali ludzi w celu wyprodukowania fałszującego rzeczywistości materiału. Moim zdaniem to konsekwencja atmosfery grożenia palcem. Widzieliśmy w końcu niedawno, jak przy okazji dyskusji o Sądzie Najwyższym prezes Jarosław Kaczyński wykonywał ten gest w kierunku swoich posłów. „Pamiętaj, uważaj, licz się ze słowami”. A do mediów idzie komunikat: Nie jesteście świętymi krowami. Pamiętajcie, ze odpowiedni paragraf zawsze się znajdzie. Temu miało służyć wejście agentów ABW do operatora stacji TVN, którzy wręczyli mu wezwanie do stawiennictwa w prokuraturze?To dowód na to, że PiS najwyraźniej nie zna się na dziennikarskiej robocie i ma urojoną wizje tego środowiska. Jeśli władza sądziła, że zastraszając zasznuruje dziennikarzom usta, to najwyraźniej nie wzięła pod uwagę, że wielu z nich bardzo ceni sobie wolność słowa. Niestety, takiemu myśleniu sprzyja czasem medialne środowisko, któremu brakuje wspólnotowego działania. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, mocno obecnie prawicowe, postanowiło się od sprawy zdystansować. To błąd. Myślę, że dużo lepsze byłoby inne podejście: kolega po fachu coś odkrył? Ok, to drążmy temat dalej. Zobaczmy, czy rzeczywiście coś się za tym kryje. Niestety, zamiast tego są coraz ostrzejsze ataki jednych dziennikarzy na drugich, co władzy pasuje, bo w takiej atmosferze mniej jej się patrzy na ręce. Warto też przypomnieć kolejność zdarzeń. Agenci ABW zastukali do dziennikarza dwa dni po ważnym sejmowym wystąpieniu ambasador USA w Polsce. Georgette Mosbacher mocno podkreśliła, jak ważna dla Stanów Zjednoczonych jest wolność słowa. Zasugerowała, że pomysły ustaw repolonizacyjnych są przez jej kraj obserwowane i nie wzbudzają entuzjazmu. Czy wolność mediów w Polsce jest zagrożona?Tak, bardzo poważnie. Winna jest partia rządząca, która nie wie, na czym polega rola mediów. Metaforą tej postawy jest nonszalanckie zachowanie niektórych posłów. Choćby wicemarszałka Sejmu, Ryszarda Terleckiego. Albo rzeczników poszczególnych ministerstw czy rzeczniczki PiS, Beaty Mazurek. Trzeba jednak przyznać, że Prawo i Sprawiedliwość w dużej mierze osiągnęło to, co zamierzało. Niektórzy dziennikarze zaczęli się bać drążyć i pytać. Kilka lat temu głośna była sprawa Karoliny Lewickiej, dziennikarki ówczesnej m.in. TVP, która zadawała na antenie pytania premierowi Glińskiemu. To było jej obowiązkiem. Dociekać, zamiast stawiać pytania, jak to ma miejsce obecnie: „Panie premierze, co się jeszcze udało?”. Jej zachowanie zostało jednak okrzyknięte przez polityków władzy i przychylną mu część dziennikarzy skrajną bezczelnością, gdy tymczasem według mnie postawa nacisku na rozmówcę to początek dobrego dziennikarstwa politycznego. Dziennikarz ma być „niegrzeczny”.Nawiązuje Pan do pytań, jakie dziś można usłyszeć w programach publicystycznych TVP?Powiem coś niepopularnego: media publiczne powinny być z założenia antyrządowe. Bez względu na to, która partia jest u steru. Powinny działać w interesie nie rządzących, a rządzonych. Media komercyjne, z kolei, powinni być dla wszystkich, budować swoją oglądalność na programach rozrywkowych. U nas to się wypaczyło. Media publiczne są na usługach rządu, a komercyjne zapełniają puste miejsce należne tym, którzy powinni patrzeć władzy na ręce. I zamiast serwować rozrywkę, angażują się w polityczne spory.Efekt tego taki, że mamy dwie, coraz bardziej odmienne wizje rzeczywistości. Nie tylko, jeśli chodzi o wspomniany materiał TVN, ale najważniejsze wydarzenia w kraju. Media publiczne uznały, że są dysponentem wolności słowa. A gdy jedni ludzie mówią, że ich racja jest ważniejsza od innych racji, źle to wróży. Na całym świecie obserwuje się erozję telewizji publicznych. Dziś każdy ma dostęp do wiedzy dzięki internetowi i mediom społecznościowym. Ideologizując przekaz, TVP tylko przyspiesza swój upadek. Bo, owszem, ma grono stałych odbiorców, ale nie robi wiele, by przyciągnąć nowych, młodych.BIO: Wiesław Godzic: Profesor w Instytucie Kulturoznawstwa, Wydział Nauk Humanistycznych i Społecznych, Uniwersytet SWPS. Medioznawca.

Media

Sędziowie żądają od redakcji sprostowania słów premiera w wywiadzie. To będzie groźny precedens

psav zdjęcie główneGazeta odniosła się w ten sposób do informacji, którą były rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa, członek Stowarzyszenia Sędziów „Themis”, sędzia Waldemar Żurek przekazał portalowi Onet.pl. Wynika z nich, że grupa krakowskich sędziów skierowała do sądu pozew przeciwko „Gazecie Polskiej”.
Jak ustaliła „GPC”, w grupie tej znalazła się m.in. była prezes SO w Krakowie, prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis” Beata Morawiec.
„GPC” przypomniała, że chodzi o słowa premiera Mateusza Morawieckiego, które padły podczas czerwcowego wywiadu dla „GP”. Zapytany o reakcję niektórych środowisk na reformę sądownictwa, premier miał powiedzieć m.in. że w jego opinii „szczególnie znamienny jest przykład sądu z Krakowa”. „Wszystko wskazuje bowiem na to, że działała tam zorganizowana grupa przestępcza” – mówił Morawiecki.
Jak pisze „GPC”, premier miał w ten sposób odnieść się do sytuacji w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. „Jego były prezes Krzysztof S. został – jak podała Prokuratura Krajowa – oskarżony o udział, co najmniej od 15 lutego 2013 do 16 września 2016 r., w zorganizowanej grupie przestępczej. Na czele tej grupy stał inny podejrzany w tej sprawie, Andrzej P., dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie” – czytamy.
Jak dodano, „nigdy wcześniej grupa kilkudziesięciu sędziów nie pozywała dziennikarzy”. „Same roszczenia są zdumiewające” – podkreśliła „GPC”. Wskazała również, że w lipcu do redakcji „GP” trafiło kilkadziesiąt pism z żądaniem sprostowania słów premiera Morawieckiego.
Z kolei cytowany przez gazetę redaktor naczelny „GP” i „GPC” Tomasz Sakiewicz, podkreślił, że – jego zdaniem – żądanie sędziów „ma charakter represyjny”. „Próba ocenzurowania tego typu wypowiedzi jest jedną z najbardziej haniebnych form cenzury, jakie można wymyślić” – podkreślił Sakiewicz.
Krytycznie do żądania sędziów odniosła się także wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek. Jak cytuje „GPC”, Mazurek oceniła, że „próba manipulowania i atakowania niezależnego tygodnika za próbę oceny tej sytuacji, to nakładanie pęt na wolność słowa”.