Media

Znalezisko
https://www.wykop.pl/link/4501269/sadren-nie-chce-ujawnic-doswiadczenia-tvp-mowi-o-presji/

Wojna z Nielsenem kolejny odcinek

Spółka Sadren, którą Telewizja Polska wybrała do skontrolowania prawidłowości pomiaru telemetrycznego w Nielsenie, nie chce ujawnić, jakie ma doświadczenie w tym obszarze. Tymczasem Nielsen w ostatnich latach był audytowany dwukrotnie przez firmy zagraniczne. Eksperci zwracają uwagę, że w kraju brak firm mających wiedzę i doświadczenie do przeprowadzenia takiego audytu.

#polska #neuropa #media #tvpis #telewizja #tvp

Media

Wspólny budżet strefy euro oddala się. Merkel studzi zapał Macrona

psav zdjęcie główneW wywiadzie dla tego brytyjskiego dziennika wiceminister finansów Niemiec Joerg Kukies wyraził opinię, że plany utworzenia osobnego budżetu eurolandu nie powinny zakłócać trwających w UE szerszych rozmów na temat kolejnego wieloletniego budżetu na lata 2020-2027.
„Dlaczego mamy osłabiać UE, tworząc równoległą strukturę?” – pytał w rozmowie z „FT” Kukies, podkreślając, że „najbardziej naglącą kwestią” jest ustalenie, „jak unijny budżet może przyczynić się do stabilizacji, konkurencyjności i konwergencji” w krajach Wspólnoty. Jego zdaniem to jest „ważniejsze niż opracowywanie oddzielnego budżetu dla strefy euro”.
Według „FT” twardsze stanowisko Berlina to zła wiadomość dla Paryża, bowiem wyodrębnienie wspólnej puli pieniędzy eurolandu jest kluczowym elementem polityki prezydenta Macrona w obszarze dotyczącym UE.
Jak wyjaśnia gazeta, francuski prezydent chce, by zdolności fiskalne eurolandu tworzone były poprzez wpłaty poszczególnych państw, a być może nawet nowe podatki unijne. Taki budżet miałby być wykorzystywany do wspierania wzrostu i konkurencyjności eurolandu oraz stabilizacji krajów dotkniętych wstrząsami ekonomicznymi. Budżet ten w planach Macrona miałby wynosić setki miliardów euro.
„FT” przypomina, że w maju Macron oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel porozumieli się, że będą podejmować działania w kierunku tworzenia budżetu strefy euro finansowanego z „wkładów krajowych, wpływów z podatków oraz zasobów europejskich”.
Ale w wywiadzie dla „FT” Kukies powiedział, że priorytetem dla Niemiec będą raczej inicjatywy w przyszłym wieloletnim budżecie całej UE, które pomogą krajom zmagającym się z trudnościami. Jednocześnie dodał, że jego kraj zgadza się, że „obszar wspólnej waluty też potrzebuje instrumentów fiskalnych”.
Jedną z propozycji – pisze brytyjski dziennik – złożoną przez niemieckiego ministra finansów Olafa Scholza jest utworzenie „funduszu reasekuracyjnego” dla krajowych programów walki z bezrobociem. Zgodnie z tym pomysłem dotknięty recesją kraj eurolandu, zmagający się z wysokim bezrobociem i którego system opieki społecznej byłby bardzo obciążony, mógłby pożyczyć środki z tego funduszu i zwrócić je, gdy już poradzi sobie z trudnościami.
Jednak – jak zauważa „FT” – niektóre kraje sceptycznie oceniają szanse na powodzenie nawet takiej inicjatywy. Cytowany przez dziennik wysokiej rangi dyplomata jednego z państw strefy euro ocenił, że system ubezpieczeń jest zbyt skomplikowany, by można było go wkrótce w strefie euro utworzyć. „To temat, który będzie omawiany latami” – ocenił dyplomata.
Ministrowie finansów państw UE mają rozmawiać na temat ewentualnego utworzenia osobnego budżetu eurolandu na zaplanowanym na przyszły tydzień spotkaniu w Austrii – pisze „Financial Times”.
>>> Polecamy: Emerytalny problem Putina. Notowania prezydenta gwałtownie spadły

Media

TVP chciało oszczędzić na outsourcingu. Słono za to zapłaci

psav zdjęcie główneSąd Okręgowy w Warszawie stwierdził, że Telewizja Polska pozostaje pracodawcą osób przeniesionych latem 2014 r. do firmy Leasing Team – dowiedział się DGP. To pierwszy wyrok w cyklu ok. 80 spraw między TVP a Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Dotyczy pięciu z ponad 400 osób, które w 2014 r. trafiły do firmy zewnętrznej LeasingTeam (LT). Sąd pogrupował wszystkie te przypadki w sprawy, z których każda obejmuje pięć osób. Postępowania prowadzi kilku sędziów w XIII Wydziale Ubezpieczeń Społecznych stołecznego SO. Kolejnych wyroków można się spodziewać jesienią. Umowa z LT była pomysłem ówczesnego zarządu TVP – kierowanego przez prezesa Juliusza Brauna – na zmniejszenie kosztów zatrudnienia. Do firmy zewnętrznej trafili głównie dziennikarze, a także montażyści, graficy i charakteryzatorzy. Stamtąd pracowali na rzecz telewizji, robiąc to samo, co przed outsourcingiem. Oszczędności szacowano na kilka milionów złotych rocznie. LT zachęcał przeniesione osoby do przejścia z etatów na działalność gospodarczą (były za to bonusy finansowe), przeprowadzał też zwolnienia. Ostatnie 88 osób straciło zatrudnienie w połowie 2016 r., gdy skończył się dwuletni kontrakt na outsourcing, a nowy zarząd TVP – kierowany przez Jacka Kurskiego – nie chciał go przedłużyć. ZUS zajął się outsourcingiem pracowników TVP w 2015 r. Na wniosek związku zawodowego Wizja przeprowadził kontrolę i stwierdził, że osoby przeniesione do LeasingTeam są nadal pracownikami telewizji. I to ona ma płacić za nie składki. Przemawiało za tym m.in. to, że wciąż pracowali na tych samych stanowiskach i z takim samym zakresem obowiązków, a faktyczny nadzór nad ich pracą sprawowała TVP, która też wypłacała im wynagrodzenia – za pośrednictwem LT. TVP nie zgodziła się z orzeczeniem ZUS i poszła do sądu. Teraz doczekała się wyroku. Wczoraj z jej biura prasowego otrzymaliśmy informację, że do otrzymania pisemnego uzasadnienia nie komentuje sprawy. Komentarza odmówił też były prezes TVP Juliusz Braun.Jacek Kurski od objęcia prezesury w TVP wypowiadał się krytycznie o wyprowadzeniu pracowników twórczych. Ale przyznawał, że próba naprawy sytuacji byłaby dla spółki kosztowna. „Zatrudniając ich z powrotem, przyznałbym, że umowa outsourcingu była pozorna i ZUS kazałby nam drugi raz zapłacić składki, które z pieniędzy telewizji wpłacił już LeasingTeam” – mówił DGP w ub.r.Jeśli wyrok się uprawomocni, umożliwi ZUS wyegzekwowanie składek od TVP, licząc od lipca 2014 r. Spółka nie ujawnia, jaka kwota wchodzi w grę. W ub.r. składki na ZUS, fundusz świadczeń socjalnych i inne świadczenia wyniosły 58,5 mln zł. Liczba objętych outsourcingiem stanowi jedną szóstą zatrudnienia w ub.r. Do tego dojdą odsetki. A już teraz TVP funkcjonuje w dużej mierze dzięki wsparciu budżetu państwa. Juliusz Braun, były prezes TVP, za którego kadencji telewizja wyprowadziła ponad 400 pracowników do firmy zewnętrznej:Nie odnosząc się do wyroku, pragnę jedynie stwierdzić, że LeasingTeam opłacał składki ZUS za wszystkich pracowników przejętych z TVP. Było to zagwarantowane w umowie podpisanej przez TVP z LT i obwarowane karami. W czasie, gdy byłem prezesem, TVP ściśle kontrolowała prawidłowe opłacanie przez LT składek ZUS. Za wszystkich pracowników i objętych outsoursingiem składki ZUS są więc opłacone.>>> Polecamy: TVP zarobiła na piłkarskich MŚ w Rosji 10 mln zł netto

Media

Trump ostrzega Google’a, Facebooka i Twittera: Uważajcie, co robicie

psav zdjęcie główne”Myślę, że to co robi Google i co robią inni, jeśli spojrzeć na to, co dzieje się na Twitterze, jeśli spojrzeć na to, co dzieje się na Facebooku (…) powinny być ostrożne, ponieważ nie wolno robić tego ludziom” – powiedział Trump w Białym Domu.
„Myślę więc, że Google i Twitter, i Facebook naprawdę poruszają się po bardzo, bardzo pełnym problemów terytorium i muszą być ostrożne. To nie fair wobec wielkiej części ludności” – dodał.
Wcześniej Trump postawił na Twitterze zarzut, że wyniki wyszukiwania w Google na jego temat ukazują tylko relacje mediów tworzących fake newsy. „Tak tym MANIPULUJĄ, w przypadku moim i innych, by prawie wszystkie teksty i informacje były ZŁE” – napisał prezydent, zauważając, że jednocześnie wyraźnie widoczne w Google są linki „fałszywej” telewizji CNN.
„Republikańskie/Konserwatywne i Uczciwe Media są eliminowane. Nielegalne?” – czytamy w poście Trumpa. Prezydent dodał też, że 96 proc. wyników wyszukiwania informacji na jego temat pochodzi z „Krajowych Lewicowych Mediów”, nazywając to zjawisko „bardzo niebezpiecznym”.
„Google i inni tłumią głosy Konserwatystów i ukrywają dobre informacje. Kontrolując, co możemy widzieć, a czego nie. To bardzo poważna sprawa – zajmiemy się nią!” – podsumował Trump, nie wyjaśniając jednak, w jaki sposób ten problem rozwiąże.
W reakcji firma Google zdecydowanie odrzuciła oskarżenia o polityczną stronniczość, podkreślając, że w jej wyszukiwarce „wyniki nigdy nie są klasyfikowane w celu manipulowania opinią publiczną”. „Wyszukiwarka (Google) nie jest stosowana do ustanawiania jakiegoś programu politycznego i nie zmieniamy naszych wyników zgodnie z jakąkolwiek ideologią polityczną” – podkreśliła firma w komunikacie.
Jak wyjaśnia agencja Reutera, na wyniki wyszukiwania w wyszukiwarce Google wpływa m.in. to, jak często internauci umieszczają linki do danych stron. Między innymi przez to popularne witryny, jak np. telewizji CNN czy dziennika „New York Times”, mogą pojawiać się w wynikach wyszukiwania wyżej niż inne strony internetowe.

Media

Vectra zgłosiła zamiar przejęcia spółki Multimedia Polska

psav zdjęcie główne”Strony podpisały term sheet, ustalając wstępne warunki przejęcia wyłącznej kontroli nad MMP oraz jej spółkami zależnymi przez Vectra, na podstawie którego dokonały zgłoszenia zamiaru koncentracji prezesowi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Sprzedaż akcji może nastąpić jedynie pod warunkiem podpisania przedwstępnej umowy sprzedaży akcji oraz wydania przez prezesa UOKiK zgody na dokonanie koncentracji” – czytamy w komunikacie. „Akcjonariusze większościowi spółki podpisali z Vectra term sheet dotyczący możliwej sprzedaży 100% akcji w kapitale zakładowym spółki na rzecz Vectra. Strony są w trakcie negocjowania postanowień przedwstępnej umowy sprzedaży akcji. Zawarcie ostatecznej umowy sprzedaży akcji nastąpi pod warunkiem wydania przez prezesa UOKiK zgody na dokonanie koncentracji. Złożenie przez Vectra wniosku do prezesa UOKiK nastąpiło w dniu 27 sierpnia 2018 roku” – czytamy dalej. Vectra to drugi co do wielkości operator kablowy w Polsce, którego sieci obejmują 2,6 mln gospodarstw domowych w Polsce. Multimedia Polska to trzeci co do wielkości operator kablowy w Polsce, którego sieci obejmują 1,7 mln gospodarstw domowych.

Media

Streaming: dobry, zły i brzydki. Bez sieci nie ma muzycznego życia

psav zdjęcie główneRynek muzyczny odbił się od dna, na jakim znalazł się w 2014 r. Jego wartość od tamtego czasu rośnie systematycznie, co wynika z opublikowanego niedawno raportu Światowej Federacji Przemysłu Fonograficznego (IFPI). Dane prezentują się bardzo optymistycznie. Wartość sprzedanej globalnie muzyki w 2017 r. wzrosła o 8,1 proc. i wynosiła 17,3 mld dol., czyli niemal miliard więcej niż rok wcześniej (szczegółowe wyliczenia w ramce obok). A to zasługa zjawiska wciąż uważanego za wroga numer jeden branży muzycznej, czyli streamingu – płatnego udostępniania plików w sieci. >>> Czytaj też: Oscary się odświeżają. Zmiany jeszcze bardziej skomercjalizują rozrywkę?Skąd się wzięła zapaśćWartość sprzedanej w ten sposób muzyki wzrosła w ciągu czterech lat ponadtrzyipółkrotnie. Za to w stałym tempie spada sprzedaż nośników fizycznych, dzięki czemu streaming stał się w branży kurą znoszącą złote jaja. CD i płyty winylowe wciąż stanowią istotny element sprzedaży muzyki, ale jeśli tempo spadku się utrzyma, za 10 lat będą przynosiły mniej niż 10 proc. przychodów branży.Po tłustych dla rynku muzycznego latach 90. ubiegłego wieku kolejna dekada oznaczała początek kryzysu. W ciągu 15 lat (1999–2014) branża skurczyła się w sposób niewyobrażalny – z 23,8 mld dol. do 14,3 mld dol., najniższą wartość osiągając w 2014 r. Przyczyn zapaści było co najmniej kilka, ale do najważniejszych zaliczało się internetowe piractwo. Słynny serwis Napster służący do wymiany plików muzycznych powstał właśnie w 1999 r. Na tamten czas przypadła też gigantyczna, choć krótkotrwała (i już raczej zakończona), popularność wynalezionej przez Sony Music nagrywarki do płyt. Do dziś w branży Sony porównywane jest do małpy, która podcięła gałąź, na której siedziała. Fani muzyki bowiem zamiast dokupować, jak to robili do tej pory, nowości i klasykę, masowo zaczęli kopiować płyty. Proceder nauczył też wiele osób, że na muzykę niekoniecznie trzeba wydawać duże pieniądze – dziś cena czystej płyty to raptem 60 gr.>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

Media

Maszyna do wymyślania seriali. Twórczyni „Chirurgów” zatrudniona przez Netflixa

psav zdjęcie główne„Mamy nową Oprah” – napisał dziennikarz „USA Today”, komentując informację o rekordowym kontrakcie Shondy Rhimes z serwisem streamingowym Netflix. Za wyprodukowanie ośmiu seriali Rhimes otrzyma od Netflixa rekordową w branży sumę 150 mln dol. Jeśli jej filmy spodobają się publiczności, dochód Shondy może wzrosnąć kilkukrotnie. „Potrzebowaliśmy kogoś, kto sprawi, że Netlflix będzie tak samo popularny w Korei, jak jest w Kansas. Rhimes jest kluczową osobą w tym planie” – tłumaczył szef serwisu Ted Santos.
Rzeczywiście: seriale, których autorką jest Rhimes, podbiły cały świat. „Chirurgów” emitują stacje w 120 krajach, serial doczekał się gry komputerowej, a wydana na płycie ścieżka dźwiękowa pokryła się platyną. Kolejne tytuły („Skandal” oraz „Sposób na morderstwo”) nominowane były do Złotych Globów i regularnie gromadziły przed telewizorami za oceanem dziesięciomilionową widownię. Producent wykonawczy seriali, telewizja ABC, podliczył, że w ciągu 13 lat emisji produkcje autorstwa Rhimes przyniosły ponad 2 mld dol. zysku dla stacji. „Jeśli myślicie, że w Netflixie będą powstawać kolejne wersje »Chirurgów«, to grubo się mylicie. Przyjęłam tę propozycję właśnie po to, aby zrobić coś zupełnie nowego. Bez ograniczeń ze strony reklamodawców czy cenzury obyczajowej” – skomentowała zmiany sama Rhimes.
Sława w mgnieniu oka
Porównywanie 48-letniej Rhimes do Oprah Winfrey jest jak najbardziej na miejscu. Obie kobiety są Afroamerykankami, swoją działalnością zmieniły telewizję i zarobiły fortunę. Na tym jednak analogie się kończą. >>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym
wydaniu DGP.

Media

RiGCz przed duże…

RiGCz przed duże „R” w wykonaniu Gamuela:

Wielkie wybuchło na prawicy oburzenie za rzekome wyrzucanie Rafała Wosia i Grzegorza Sroczyńskiego z ich obecnych miejsc pracy za ideologiczną nieprawomyślność. Budzić to może jednak pewne zdziwienie, albowiem wyrzucanie za niepoprawne poglądy z telewizji publicznej, sądów, urzędów, spółek skarbu państwa, stadnin, szkół czy rządowych limuzyn jest przecież ideą przewodnią dobrej zmiany. Związkowcy na bruk i morda w kubeł robolu-pracowniku jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech tej, jakże współczującej ludowi, władzy. Kto nie z nami temu pogruchoczemy kości i wyłamiemy ręce, nawet jeśli niepełnosprawny.

Problem jednak w tym, że fakty dla prawicy są dość przykre: Grzegorz Sroczyński nadal w gazeta.pl pracuje, a Rafał Woś nadal jest publicystą Polityki. Nie może o sobie już tego powiedzieć Łukasz Warzecha, którego z Wsieci już dawno wyrzucono, ani Piotr Zaremba, którego obecność wykastrowano do nieczytanych przez nikogo, nudnawo rozkosznych, kawałków o kulturze. Nie może też tego powiedzieć Andrzej Horubała – wicenaczelny DoRzeczy, który odszedł ze swojej gazety, bo Paweł Lisicki zabronił mu skrytykować rasizm Ziemkiewicza.

Tymczasem to na gazeta.pl można poczytać nie tylko Sroczyńskiego, Wosia i najwspanialszego ze wspaniałych galopującego majora, ale także prawicowego Skwiecińskiego, czy Baranowską, liberalnego Jażdżewskiego, czy wreszcie socjalistę Pawła Wójcika z Nowego Obywatela, mającego stałą rubrykę w… Gazecie Polskie. Do tego dochodzą teksty debiutantów, których jakoś inne gazety publikować nie chcą. W papierowej Gazecie Wyborczej oprócz Witolda Gadomskiego i Wojciecha Maziarskiego spotkać można też teksty Wojciecha Orlińskiego i coraz popularniejszej (słusznie) Anny Rozwadowskiej.

Przez wiele lat zarzucano, i było w tym trochę racji, pewną jednolitość linii publicystycznej Agory. Ale nagle, w 2018 roku, okazało się, że to właśnie Agora, być może przed ostatecznym upadkiem tradycyjnych mediów, stała się na moment prawdziwą agorą. A przynajmniej taką, o której prawicowy czytelnik może tylko pomarzyć.

Bo czy wyobraża ktoś sobie, że na stronach DoRzeczy albo Wsieci swobodnie publikować mógłby zwolennik KODu albo partii Razem? No właśnie. To możliwe jest albo w Agorze, albo w tabloidalnym Super Ekspressie, gdzie stałą rubrykę ma Adrian Zandberg.

Na prawicy to niemożliwe, bo prawica tak kocha wolność wypowiedzi, jak kocha wszystkich tych, którzy śmieją mieć zdanie przeciwne.

#neuropa #polityka #media #tysiacurojenrezimowychmediow #tysiacurojenniezaleznychmediow #gamuel #agora #wyborczatonie #gazetawyborcza #wyborcza #gw

Media

PKW sprawdzi, czy Jaki nie pojawia się za często w telewizji [WYWIAD]

psav zdjęcie główneCzy media narodowe nadmiernie eksponują kandydata na prezydenta stolicy Patryka Jakiego? Opozycja zapowiedziała wniosek w tej sprawie do PKW.
Słyszałem o tym problemie, niewykluczone, że wniosek ten będzie rozpatrzony przez PKW. To byłaby bezprecedensowa sprawa. W zasadzie tego rodzaju skarg dotąd nie było. Trzeba będzie się zastanowić, czy kampania, którą prowadzą kandydaci i którą prezentują środki masowego przekazu, nie działa czasem na korzyść jednego z nich.
A może od ilości czasu w mediach ważniejsze jest to, w jaki sposób dany kandydat jest przedstawiany?
Nie wydaje mi się, by PKW wcześniej takie kwestie analizowała i by z takim problemem się stykała. Oczywiście to, w jakim świetle pokazuje się danego kandydata, może mieć znaczenie. Przyznam, że nie potrafię teraz odpowiedzieć na pana pytanie, ale sprawę trzeba przeanalizować na posiedzeniu PKW i zająć stanowisko w odpowiedzi na wniosek, który ma do nas wpłynąć.
Czy nie skończy się tak jak z prekampanią? PKW apelowała, by nie agitować przedwcześnie, ale ani Rafał Trzaskowski, ani Patryk Jaki nie przejęli się tym wcale.
Rozpoczął się okres kampanii, który PKW może już weryfikować, ale głównie pod kątem finansowym. Pod względem tego, na ile uczciwie środki masowego przekazu prezentują danych kandydatów, obawiam się, że nasze możliwości reagowania są mniejsze. Możemy apelować do KRRiT, ale PKW zawsze unikała sytuacji, w której stałaby się narzędziem do dyscyplinowania uczestników procesu wyborczego. Jeśli dochodzi do naruszenia prawa, powinny reagować sądy czy organy ścigania. Ale nie ukrywam, że problem nierównego promowania kandydatów jest i spodziewam się, że takich wniosków, jak ten zapowiedziany przez opozycję sejmową, może być więcej.
W całej Polsce pojawiło się 2 tys. plakatów atakujących PiS za to, że wziął miliony złotych i nie spełnił kilku kluczowych obietnic. Z billboardów jednak nie dowiemy się, kto jest autorem tej kampanii. Dopiero niedawno przyznała się do nich Koalicja Obywatelska PO i Nowoczesnej. Czy to jest w porządku?
Przepisy mówią, że takie materiały powinny być sygnowane przez komitety czy organizacje, które za nie odpowiadają, chyba że pojawiły się jeszcze przed rejestracją tych komitetów. My nie mamy uprawnień, by w takich sytuacjach działać z urzędu, ale jeśli wpłynęłaby jakaś skarga, to trzeba byłoby się sprawą zająć.
Doszło tu do złamania przepisów wyborczych?
Trudno mi to ocenić, zależy, jak potraktujemy te plakaty. Można sobie wyobrazić ustawienie takich billboardów niezależnie od kampanii wyborczej, tzn. jeszcze przed jej rozpoczęciem bądź rejestracją komitetu wyborczego. Ale dopóki nie wpłynie do nas wniosek w tej sprawie wraz z uzasadnieniem, trudno zająć jednoznaczne stanowisko.
Do wyborów niespełna dwa miesiące. Co jest obecnie największym wyzwaniem organizacyjnym?
Dużych przeszkód nie dostrzegam, co nie znaczy, że ich nie ma. W ostatnim czasie mieliśmy problem z kilkoma marszałkami, którzy twierdzili, że nie wydrukują kart wyborczych, gdyż ich zdaniem jest to obowiązek urzędnika wyborczego. Naszym zdaniem to efekt złej interpretacji przepisów przez marszałków. Druk kart dalej jest po stronie szefów gmin, starostów i marszałków województw. Urzędnicy wyborczy, zgodnie z nowym kodeksem wyborczym, mają tylko zapewnić wydruk kart do głosowania. Urzędnicy nie mają żadnego uprawnienia np. do zawarcia umowy z jakąkolwiek drukarnią.
To na czym owo „zapewnienie” ma polegać?
Chodzi o rodzaj dopilnowania pewnych kwestii, ale nie można na urzędnika wyborczego przenosić obowiązków, które wciąż spoczywają na administracji samorządowej.
Zaczynam żałować, że sam nie zgłosiłem się na urzędnika wyborczego. Raz na kilka dni przypomniałbym burmistrzowi o konieczności zamówienia kart do głosowania, pytałbym, czy wszystko w porządku, i dostałbym za to 4,5 tys. zł pensji.
W przypadku kart do głosowania obowiązki organów samorządowych się nie zmieniły. Nowy kodeks wyborczy wprowadził korpus urzędników wyborczych, którzy mają być jak prawa ręka komisarza wyborczego. Mają służyć mu pomocą i wykonywać zadania, za które dotychczas odpowiadali urzędnicy gminni.>>> Czytaj też: Szef PKW: Weto noweli Kodeksu wyborczego dot. ordynacji do PE byłoby dobrą decyzją
Od kiedy premier Morawiecki zarządził wybory, ponad 2 tys. urzędników wyborczych może wkroczyć do lokalnych urzędów i rozpocząć działania. Ma pan sygnały, jak układa się współpraca między nimi a samorządowcami?
To raczej pytanie do szefowej KBW. Jak na razie nie dzieliła się z nami tą wiedzą, więc mniemam, że wielkich problemów nie ma. Na początku były pewne kłopoty z tym, że niektórzy samorządowcy nie chcieli udostępniać pomieszczeń obcym osobom. Ale udało się to zażegnać.
Jakieś inne komplikacje?
Niestety wlecze się sprawa podziału gmin na okręgi. Kilka spraw zawisło przed NSA. Przepisy, które weszły w życie 20 lipca, zlikwidowały dwuinstancyjność w tych postępowaniach odwoławczych i przewidują, że WSA powinny przekazać wszystkie sprawy do NSA. Powstał problem, co zrobić ze sprawami, w których przed WSA zapadły już wyroki. Sądy administracyjne, wydając wyrok, rozesłały odpis, poinformowały o możliwości złożenia skargi kasacyjnej itd. Naszym zdaniem zostawienie tych spraw na tym etapie, tzn. bez rozpatrzenia przez NSA, byłoby obejściem przepisów z 20 lipca nakazujących przekazanie sprawy do NSA. Skutek może być taki, że niektóre gminy nie będą na czas podzielone na okręgi. Odbyliśmy już spotkanie z prezesem NSA, który zapewnił, że do końca tego tygodnia zapadną rozstrzygnięcia. To ważne, bo do 27 sierpnia 2018 r. mają się ukazać obwieszczenia o granicach wszystkich okręgów wyborczych. Na wszelki wypadek jako PKW podjęliśmy uchwałę, że w sytuacji gdyby jakieś sprawy nie zakończyły się przed NSA do 23 sierpnia, granice okręgów wyborczych w tych gminach powinny pozostać takie, jakie ustalił komisarz wyborczy w zaskarżonym do sądu postanowieniu. One mogą się nie pokryć z późniejszymi decyzjami NSA, ale trudno, coś musimy zrobić, by nie zostawiać białych plam na mapie kraju.
Wycofanie się z pomysłu rejestrowania wyborów kamerami w lokalach wyborczych było dobrym krokiem?
Tak, choć nie jestem całkowicie przeciwnikiem tego pomysłu. Ale zgadzam się z niedawną opinią GIODO, że mogłoby to stanowić naruszenie prawa do prywatności. Jeśli kamery mają być, to niech zaczną działać dopiero w momencie, gdy komisja zacznie liczyć głosy. I to zupełnie wystarczy.
Może jednak wkrótce ten system zacznie działać?
W majowych eurowyborach 2019 r. ustawodawca raczej nie będzie tym zainteresowany, ale w przypadku późniejszych – parlamentarnych nie wykluczam, że temat zostanie podjęty.
Domyślam się, że podtrzymuje pan obawy dotyczące interpretacji znaku „x” na karcie do głosowania i uznania głosu za ważny?
Definicja znaku „x” mówi o co najmniej dwóch przecinających się liniach. Obawiam się sytuacji w komisjach; mogą mieć czasem problem z interpretacją intencji wyborcy. To zresztą powinna być kompetencja sądów. Można sobie wyobrazić sytuację, w której głosy zostaną różnie zinterpretowane w zależności od oceniającej komisji. Co zrobić, jeśli wyborca zagłosuje najpierw na Kowalskiego, następnie się rozmyśli, zamaże kratkę i postawi znak „x” przy Nowaku? Kiedyś taki głos byłby bezwzględnie uznany za nieważny. Dziś takiej pewności nie mam.
PKW nie może wydać komisjom konkretnych wytycznych dotyczących uznania ważności głosu?
Wytyczne na pewno wydamy, możliwe, że we wrześniu. Będziemy nad tym obradować, ale wszystkich przypadków nie da się z góry określić. Całe szczęście, że nie ma jednocześnie referendum, bo tam obowiązują dotychczasowe zasady i tak samo wypełniony głos przy referendum mógłby dziś być uznany np. za nieważny, a w wyborach samorządowych – już tak.
Zmiany w kodeksie wyborczym dokonane przez PiS rodziły wiele obaw o możliwości politycznych nacisków czy manipulacji procesem wyborczym. Czy te obawy się zmaterializowały?
Około połowy ze 100 nowych komisarzy wyborczych to sędziowie. Bardziej niż politycznych nacisków obawiałem się braku umiejętności i doświadczenia kandydatów, zwłaszcza gdy chodziło o podział gmin na okręgi. Zdarzyły się zresztą sytuacje, gdy uchylaliśmy decyzje komisarzy w tym zakresie, uznając je za niezgodne z przepisami. Kodeks wyborczy stanowi, że komisarz wyborczy dokonuje zmian w podziale na stałe obwody głosowania, jeżeli jest to konieczne ze względu na zmianę granic gminy, liczby wybieranych radnych gminy lub liczby mieszkańców w obwodzie głosowania. Mamy więc konkretne przesłanki, tymczasem niektórzy przyjmowali pewne pozaustawowe kryteria i dlatego ich postanowienia musieliśmy uchylać.
A to nie jest czasem próba manipulacji prawem wyborczym?
Raczej brak doświadczenia. Nie dostrzegliśmy, by wpisywało się to w zjawisko gerrymanderingu, czyli manipulowania liczbą okręgów i ich granicami w celu przysporzenia korzyści jakiejś partii.
Co ze stwierdzeniem ważności wyborów samorządowych? Opozycja twierdzi, że to jeden z powodów, dla których PiS przejmuje sądownictwo w Polsce.
W przeciwieństwie do wyborów parlamentarnych, gdzie o ważności decyduje Sąd Najwyższy, o ważności głosowania samorządowego de facto decydują sądy okręgowe, rozpatrując protesty wyborcze. Unieważnienie wyborów lokalnych wiązałoby się z tym, że wszystkie 45 sądy uznałyby te protesty i to na znaczącą skalę. A jest to mało prawdopodobny scenariusz. Chociaż nie mam wątpliwości, że protesty będą, jak to zwykle bywa przy każdych wyborach.
Na czym będziemy głosować – broszurach czy płachcie?
Decyzja wciąż przed nami, być może w przyszłym tygodniu uda się to przesądzić. W 2017 r. sondowaliśmy w tej sprawie wyborców i większość opowiadała się za książeczką. Ale teraz zmienił się stan prawny, który rzutuje na wielkość potencjalnej płachty, bo będzie mniej kandydatów na listach. W tym momencie z płachty formatu A0 doszliśmy do połowy tej wielkości. A to już jest bardziej do zaakceptowania.
Duże zmiany czekają PKW w 2019 r. Wygaśnie kadencja obecnego składu, 7 z 9 członków wybierze Sejm, pozostałych TK i NSA.
Ustawodawca uznał, że Sąd Najwyższy nie może w tym uczestniczyć, bo ocenia ważność wyborów. Choć dotychczas nie było z tym problemu.
Inna sprawa, że są problemy z określeniem tego, kto obecnie szefuje Sądowi Najwyższemu. W tej atmosferze chyba trudno byłoby Sądowi wskazywać przedstawicieli do innych gremiów.
No właśnie. Wybory będą w 2019 r., a kadencja obecnej prezes wygaśnie dopiero w kwietniu 2020 r….
…czyli pan uważa, że prof. Gersdorf wciąż jest I prezesem SN?
Oczywiście, nie mam żadnych wątpliwości.
Wracając do zmian w PKW – podoba się panu, że Sejm wybierze większość 9-osobowego składu sędziowskiego?
Nie podoba mi się, traktuję to jako generalną niechęć do sędziów. To samo zadziało się w przypadku komisarzy wyborczych, którzy do niedawna musieli być sędziami, a dziś nie muszą i w dodatku najwięcej zależy od decyzji ministra Brudzińskiego, który przedstawia nam kandydatów. Przewodniczącymi komisji terytorialnych też musieli być sędziowie, dziś to zniesiono. Tak więc została jeszcze PKW. Powoływanie się na przykłady, jak to wygląda np. w Niemczech czy Czechach, jest niezasadne, bo tam jest inna tradycja wyborów. U nas system sędziowski wprowadzony w 1989 r. dobrze funkcjonował, może poza wpadką z wyborami w 2014 r., gdy zawiódł system informatyczny, za co trudno sędziów obwiniać, ale po którym sędziowie zachowali się honorowo i złożyli rezygnację.
Jest szansa, że wyniki tegorocznych wyborów poznamy następnego dnia?
Gdybyśmy pracowali w oparciu o kodeks wyborczy sprzed styczniowej noweli, to bylibyśmy w stanie podać wyniki następnego dnia wieczorem. Ale nowy kodeks wyborczy wymógł zmiany w tym systemie, będą dwie komisje zamiast jednej, zupełnie nowi komisarze, odmieniony sposób stawiania znaków na karcie wyborczej, a to wszystko wydłuży cały proces. Być może więc na wyniki przyjdzie nam poczekać nawet kilka dni.>>> Czytaj też: Rzeczpospolita: RODO sparaliżuje wybory samorządowe