Media

Dzisiaj zobaczyłem okładkę…

Dzisiaj zobaczyłem okładkę środowej Polityki i w sumie wobec wycofania się protestujących z sejmu mam taką reflekcję, że szkoda… dzieciaków.
Protestujący mogli swoje ugrać (ulgi podatkowe) i wyjść z sejmu jako zwycięzcy a pis jako ten zły co się ugiął (i dopiero by się worek strajków rozwiązał) ale…
znaleźli się „przyjaciele” jak Wielguska, redaktorzy z GW, polityki czy TVN robiący politykę kosztem tych ludzi. Te matki uwierzyły w narrację że uda się, że są bohaterkami czy co tam jeszcze. I nie udało się. To one i ich dzieci zapłacą za to cenę, a bab z PO, Nowoczesnej, cynicznych bab z Wyborczej czy Polityki to już za dwa dni nie będzie obchodzić, będą szukać kolejnych męczenników do walki z „reżimem”
#polityka #media #dziennikarstwo

Media

#elonmusk ostatnio…

#elonmusk ostatnio wypowiedział wojnę fake newsom i mamy już pierwszą odpowiedź mediów. Do przewidzenia. Zamiast podważyć jego argumenty, zbierzmy na niego brudy.
#takaprawda #media #bbc

Media

Ale to będzie petarda jutro w…

Ale to będzie petarda jutro w Gazecie Wyborczej. Przypomnienie wywiadu z 2000 r. z Lechem Kaczyńskim, w którym narzeka jak to system uniemożliwia szybkie skazanie „okrutnego zdenerwowanego zbira” Tomasza Komendy.

„sposób interpretacji praw człowieka, który czyni przestępców bezkarnymi”

#polska #polska #media #przestepczosc #tklive #polityka

Media

Facebook nie zapłacił nad Wisłą ani złotówki podatku. Robią to za niego polscy przedsiębiorcy

psav zdjęcie główne20-proc. podatku nie trzeba wpłacać, gdy jest certyfikat rezydencji. To dokument potwierdzający, w jakim kraju FB się rozlicza. Zdaniem
polskiego fiskusa powinien to być dokument oryginalny, najlepiej
papierowy. Natomiast irlandzka skarbówka (to tam rozlicza się Facebook)
masowo udostępnia tylko zeskanowane certyfikaty z podpisami jej
pracowników. Przesyła je też sam Facebook na prośbę swoich użytkowników
(my dostaliśmy go w ciągu godziny). Dla naszego fiskusa to jednak za
mało. Dla firm zaś oznacza to konieczność wpłacenia 20-proc. podatku do
polskiego urzędu skarbowego.Podmiot, który kupi usługę reklamową na portalu Marka
Zuckerberga, nie tylko dopłaci dodatkowo 1/5 ceny, ale jeszcze nie
zaliczy wydatku do swoich kosztów podatkowych. Tak wygląda polska rzeczywistość stojąca za słowami szefa Facebooka o rozliczaniu wszystkich należnych podatków w każdym z państw, w których działa portal. O tym, że jest to dalekie od prawdy, mówiła niedawno minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz. Przyznała, że Facebook nie zapłacił w Polsce ani złotówki podatku.W praktyce zobowiązania tego portalu wobec naszego fiskusa pokrywają krajowi przedsiębiorcy. – W efekcie obecnych przepisów przedsiębiorstwa cyfrowe są nieopodatkowane w państwie, w którym faktycznie generują przychody – potwierdza Jarosław Ziółkowski, doradca podatkowy z ITA.Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytania DGP przyznało, że pracuje nad oceną dzisiejszego systemu opodatkowania u źródła i ewentualnymi zmianami. Prace te są jednak dopiero na etapie koncepcyjnym.Problematyczny certyfikatZgodnie z obowiązującymi przepisami (art. 21 ustawy o CIT i art. 29 ustawy o PIT) dochody, które podmioty mające siedzibę za granicą (Facebook ma ją w Irlandii) osiągnęły w naszym kraju, np. ze sprzedaży usług reklamowych, są opodatkowane 20-proc. podatkiem u źródła (w Polsce). Ale to nie koniec. Istotne są bowiem też zapisy umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (np. między Polską a Irlandią). Wynika z nich, że płatności za usługi reklamowe powinny być jako „zysk przedsiębiorstwa” opodatkowane tylko za granicą. Innymi słowy, jeśli Facebook ma siedzibę w Irlandii i sprzedaje usługi polskim firmom, to powinien zapłacić podatek w Irlandii. Warunkiem stosowania tej umowy jest jednak przedstawienie polskim urzędnikom skarbowym certyfikatu rezydencji Facebooka (dowodu, że rozlicza się z podatków w Irlandii). I tu właśnie pojawia się problem. Brak takiego certyfikatu lub wystawienie go w niewłaściwej formie (nieuznawanej przez Polskę) oznacza, że rodzima firma musi pobrać podatek od Facebooka. Nie ma jednak możliwości, aby zmusić FB do zapłaty daniny. Jednocześnie jako płatnik ma obowiązek ją pobrać i wpłacić do polskiego urzędu. W konsekwencji, chcąc dopełnić obowiązków, polska firma musi wyjąć dodatkowe pieniądze z własnej kieszeni (20 proc.) i uiścić daninę za FB.Posługujemy się przykładem Facebooka, ale dotyczy to też wielu innych firm. Powyższe zasady obowiązują bowiem wszystkich, którzy świadczą usługi w Polsce, ale nie mają na terenie naszego kraju zakładu.>>> Czytaj też: PPK: Kryterium kapitałowe dla instytucji finansowych może wynieść 25 mln złNieufny polski fiskusIstota problemów polskich firm sprowadza się więc do uzyskania certyfikatu od zagranicznego usługodawcy. W przypadku Facebooka uzyskanie certyfikatu rezydencji jest proste. Wystarczy napisać e-mail do działu pomocy. Uzyskaliśmy ten dokument w ciągu niespełna godziny. Problem polega na tym, że nie spełnia on wymogów polskiego fiskusa. Jak mówi Bartosz Mazur, doradca podatkowy, menedżer w Gekko Taxens Doradztwo Podatkowe, zgodnie z aktualną definicją kopia lub skan nie są certyfikatem rezydencji – nasze organy podatkowe wymagają przedstawienia oryginału dokumentu. Często jego uzyskanie jest niemożliwe, zwłaszcza w przypadku takich gigantów jak Facebook. Powstaje pytanie, czy to, co w ciągu godziny uzyskaliśmy od FB, spełnia polskie wymogi. – Formalnie tak – przyznaje Cezary Krysiak z PATH Augustyniak, Hatylak i Wspólnicy, ekspert m.in. od umów o unikaniu podwójnego opodatkowania i certyfikatów rezydencji. – Certyfikat musi być bowiem wydany przez organ podatkowy państwa rezydencji, podpisany i datowany – tłumaczy Cezary Krysiak. Muszą też z niego wynikać precyzyjne informacje, które pozwolą na:● identyfikację podatnika;● stwierdzenie, gdzie ma siedzibę firma (gdzie jest jego rezydencja podatkowa), oraz● na jaki okres został wydany dokument (jeśli nie ma na nim wskazania okresu, to przyjmuje się, że jest ważny przez kolejne 12 miesięcy od dnia jego wydania).Certyfikat, jaki uzyskaliśmy z FB, zawiera powyższe elementy. Mało tego, irlandzki fiskus wychodzi naprzeciw pytaniom zagranicznych przedsiębiorców głównie z naszego regionu (poza Polską np. także z Serbii czy Rumunii) i wysyła od 1 stycznia 2017 r. certyfikaty rezydencji (patrz ilustracja) w formacie pdf przez zabezpieczone łącze internetowe.Cezary Krysiak zwraca jednak uwagę, że polskie organy podatkowe nie akceptują kopii certyfikatów, np. umieszczanych na stronie internetowej zagranicznego podatnika. – W związku z tym może się pojawić wątpliwość, czy taka forma certyfikatu (kopia w formacie pdf przesłana e-mailem lub udostępniona na stronie) byłaby uznana przez organy podatkowe – mówi ekspert. Inni nasi rozmówcy nie mają wątpliwości, że fiskus nie uznaje takich dokumentów za certyfikat. Potwierdza to również np. interpretacja dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 15 września 2017 r. (nr 0115-KDIT2-3.4010.209.2017.1.MJ). To zaś oznacza, że w praktyce przedsiębiorca kupujący reklamy na Facebooku musi dopłacić 1/5 ceny z własnej kieszeni. Zdaniem Jarosława Ziółkowskiego Polska powinna zdecydować się na zmianę podejścia i dopuścić oprócz oryginalnych certyfikatów rezydencji np. skany certyfikatów udostępniane przez usługodawcę, z których wynika rezydencja podatkowa usługodawcy.Zgadza się z tym również Bartosz Mazur. – Czy nałożenie tak uciążliwego obowiązku biurokratycznego, jakim jest pobór certyfikatu w oryginale, jest rzeczywiście uzasadnione, czy też sprowadza się do zastawiania pułapek na podatnika? – pyta ekspert. Ocenia, że są jednak małe szanse na zmianę podejścia organów podatkowych.Stracą na kosztachTo jednak nie koniec kłopotów firm. Faktury wystawiane przez Facebooka za kampanie reklamowe są bowiem generowane automatycznie i nie zawierają daty wystawienia. To zaś oznacza, że nie spełniają najważniejszego warunku określonego w art. 106e ustawy o VAT i na ich podstawie nie można zaliczyć wydatku do kosztów podatkowych. Potwierdził to dyrektor KIS w interpretacji z 8 lutego 2018 r. (nr 0114-KDIP3-1.4011.451.2017.1.ES). Polski przedsiębiorca ma więc niewielkie możliwości pozyskania faktury w formacie określonym przez ustawę o VAT, a jego pozycja negocjacyjna wobec Facebooka jest mniej niż słaba. ⒸⓅNiebezpieczne są też porównywarki cenoweProblemy mogą czekać także polskich przedsiębiorców, którzy korzystają z zagranicznych porównywarek cenowych. Takie portale wyszukują na zlecenie najkorzystniejsze oferty wybranych towarów lub usług wraz z dotyczącymi ich opiniami klientów. Sytuacja jest podobna o tyle, że porównywarki cenowe często w ogóle nie udostępniają swojego certyfikatu rezydencji. Tak było też w sprawie, którą 9 maja 2018 r. rozstrzygał dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej (interpretacja nr 0114-KDIP2-1.4010.58.2018.2.AJ). Przedsiębiorca wyjaśnił, że umieścił swój produkt w bazie zagranicznej porównywarki cenowej i zgodnie z umową płacił jej za efekt, tj. każde kliknięcie zainteresowanego klienta. Sądził, że od takiego wynagrodzenia nie musi potrącać w Polsce 20-proc. podatku u źródła, bo nie są to w ogóle usługi reklamowe bądź „podobnego rodzaju”, o których mowa w art. 21 ustawy o CIT. Świadczy o tym chociażby to, że klient poszukujący towaru bądź usługi ma świadomość istnienia firmy, która je oferuje. Nie ma więc mowy o dodatkowej reklamie. Dyrektor KIS uznał inaczej. Jego zdaniem korzystanie z porównywarek cenowych to element internetowego marketingu, który służy pozyskiwaniu kolejnych klientów. Nie różni się to niczym od reklam multimedialnych, internetowych ogłoszeń reklamowych czy też masowo wysyłanych e-maili reklamowych – podkreślił dyrektor KIS. Tym samym przedsiębiorca musi potrącić 20 proc. wynagrodzenia wypłacanego za granicą. 

Media

Ściągawka z RODO. Oto 12 najważniejszych pytań i odpowiedzi

Od 25 maja stosujemy wprost unijne rozporządzenie RODO. Tego dnie także wchodzi w życie nowa polska ustawa z 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych. Biuro Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych staje się Urzędem Ochrony Danych Osobowych. Generalny inspektor ochrony danych osobowych staje się prezesem UODO. Ale to nie wszystko. „Wdrożenie RODO to olbrzymie przedsięwzięcie legislacyjne, wymagające zmiany ok. 150 aktów prawnych” – powiedział dr Maciej Kawecki krajowy koordynator reformy ochrony danych osobowych, Dyrektor departamentu zarządzania danymi w MC. Prawo do bycia zapomnianym i prawo do przenoszenia danych – te i inne prawa RODO przyznaje osobom, których dane są przetwarzane. Z drugiej zaś strony RODO nakłada na administratora obowiązek zapewnienie realizację tych praw. Administrator danych osobowych jest zobowiązany do dokumentowania i zgłaszania naruszeń ochrony danych osobowych. Jeżeli tego nie robi – naraża się na wysoką karę. A co jeżeli już w dojdzie do naruszenia, jak się zachować? Jakie uprawnienia ma osoba, której dane są przetwarzane? Na te i wiele innych pytań znajdziesz odpowiedź w specjalnym raporcie. psav video

Media

Bardzo ciekawa i merytoryczna…

Bardzo ciekawa i merytoryczna analiza mediów atakujących Elona za krytykę prasy. Raport rozbiera je wręcz na czynniki pierwsze wnioskując, że same media tym atakiem przyznały rację Muskowi.

https://www.theknifemedia.com/world-news/elon-musk-plans-media-credibility-site-medias-response-may-support-argument/

#elonmusk #tesla #spacex #media #dziennikarstwo #prasa

Media

Amerykanie kontra RODO. Niektóre strony gazet niedostępne w Unii Europejskiej

psav zdjęcie główneZarówno na stronie „LAT”, jak i „Chicago Tribune” – gazet będących w dziesiątce najbardziej poczytnych amerykańskich dzienników – pojawia się komunikat, w którym internautę z UE informuje się, że strona jest „obecnie niedostępna w większości europejskich państw”.
„Zajmujemy się tą sprawą i szukamy rozwiązań, które pozwolą na (oferowanie) pełnego zakresu oferty cyfrowej na rynku UE” – czytamy.
W piątek na terenie całej Unii Europejskiej zaczęło obowiązywać unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO). Stanowi ono, że przetwarzanie danych będzie możliwe za wyraźną zgodą tego, kogo dotyczą. Przewiduje kary za naruszenie prawa do ochrony danych – do 20 mln euro lub 4 proc. obrotu firmy.Więcej o RODO przeczytasz TUTAJ
Unijne przepisy dotyczą wszystkich podmiotów prywatnych i publicznych, które przetwarzają dane osobowe. W RODO zdefiniowano je jako dane, które pozwalają zidentyfikować osobę fizyczną. Chodzi o imię, nazwisko, numer PESEL, płeć, adres e-mail, numer IP komputera, dane lokalizacyjne, kod genetyczny, poglądy polityczne, historię zakupów.
Unijne przepisy przyznają osobom, których dane dotyczą, prawo do ich usunięcia, w tym tzw. prawo do bycia zapomnianym. Są to m.in. sytuacje, gdy dane osobowe nie są już niezbędne do celów, do których je zebrano, podmiot danych wycofał zgodę i nie ma innej podstawy prawnej dla ich przetwarzania, dane osobowe muszą być usunięte w celu wywiązania się z obowiązku prawnego przewidzianego w unijnym bądź krajowym przepisie prawnym (np. przepisy dotyczą niszczenia dokumentacji medycznej), dane zostały zebrane w celu świadczenia usług internetowych dziecku.
RODO przewiduje także sytuacje wyłączające prawo do usunięcia danych, m.in. gdy przetwarzanie przez administratora jest wymagane przez prawo unijne albo krajowe bądź jest to niezbędne do ustalenia, dochodzenia lub obrony roszczeń. >>> Czytaj też: Bershidsky: Jak paywall pomaga niezależnym mediom w autorytarnych krajach [OPINIA]

Media

Ukraina ogłosiła sankcje wobec agencji RIA-Nowosti i innych mediów z Rosji

psav zdjęcie główneNa liście umieszczono m.in. Pierwszy Kanał rosyjskiej telewizji państwowej i stację telewizyjną ministerstwa obrony Rosji Zwiezda. Sankcjami objęto również wielu znanych dziennikarzy i redaktorów naczelnych mediów, w tym szefową stacji telewizyjnej RT (d. Russia Today) Margaritę Simonian.
15 maja w Kijowie zatrzymano szefa ukraińskiego biura RIA-Nowosti Kiriła Wyszynskiego. Dwa dni później decyzją sądu został on aresztowany na dwa miesiące w związku z podejrzeniem o zdradę stanu.
Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, która przeprowadziła przeszukania w siedzibie RIA-Nowosti i mieszkaniach jej szefa oraz pracowników, poinformowała, że Wyszynski przygotowywał materiały usprawiedliwiające rosyjską aneksję Krymu i działania separatystów w Donbasie.
Według SBU Wyszynski, obywatel Ukrainy, przy którym podczas rewizji znaleziono także rosyjski paszport, pracował na zlecenie Rosjan, otrzymując za to od nich pieniądze. Dziennikarz odpowiedział, że padł ofiarą prowokacji.
RIA-Nowosti jest częścią państwowego koncernu medialnego Rossija Siegodnia. Należy do niego m.in. stacja telewizyjna RT oraz nadająca m.in. w języku polskim stacja radiowa Sputnik.>>> Czytaj też: Stołeczny ratusz wbrew interesowi publicznemu

Media

Medialny atak na Macrona za „uznanie podziałów rasowych”

psav zdjęcie główneSzef państwa, który – jak się spodziewano – miał we wtorek ogłosić szeroko zakrojony plan walki z problemami „trudnych przedmieść”, oświadczył, że żadnego planu nie będzie, bo „nie ma sensu, żeby dwaj biali mężczyźni, którzy nie mieszkają w tych dzielnicach, wymieniali się bezskutecznymi projektami”. Prezydent nawiązał tu do siebie i byłego ministra ds. spójności socjalnej Jeana-Louisa Borloo, któremu zlecił napisanie raportu w tej sprawie. Według Macrona do sprawy należy podejść od strony „emancypacji i szacunku”.
Tę wypowiedź potępia się od lewej do prawej strony politycznej jako „wyraz pogardy +prezydenta bogaczy+ dla Francji, która ma pusty brzuch”, lub przejęcie stylu „muzułmańskich ugrupowań antyrepublikańskich”.
Francja od lat zmaga się z problemami przedmieść zamieszkanych przez przybyszy z Afryki Północnej i ich potomków.
Prezydent, który odrzuca „kolejny plan dla przedmieść”, zapowiedział jednak liczne kroki, takie jak zwiększenie liczby miejsc w żłobkach, praktyki w przedsiębiorstwach dla uczniów szkół średnich, spotkania „okrągłego stołu” przedstawicieli administracji, stowarzyszeń i mieszkańców.
„Trzeba zebrać wszystkich i razem dyskutować; chodzi o stworzenie dynamiki” – powiedział w środowym wywiadzie radiowym sekretarz stanu w ministerstwie spójności terytorialnej Julien Denormandie. „To są propozycje kosmetyczne” – odparł w tym samym programie znany we Francji komentator polityczny Jean-Michel Aphatie.
„Czułam się znieważona przez Emmanuela Macrona” – powiedziała Sylvine Thomassin, socjalistyczna mer podparyskiego przedmieścia Bondy, która wyszła z sali przed końcem prezydenckiego przemówienia. Szef państwa oskarżał samorządy o klientelizm. „To nie do zniesienia, nie mamy ani mieszkań, ani etatów do rozdawania” – unosiła się radna, twierdząc, że „przedmieścia mają potrzeby o 30 proc. większe, a otrzymują o 30 proc. mniejsze środki niż inne obszary”.
Clementine Autain, niegdyś komunistka, a obecnie deputowana skrajnie lewicowego ugrupowania Francja Nieujarzmiona, uznała propozycje Macrona za „wyraz pogardy prezydenta bogaczy dla Francji, która ma pusty brzuch”.
Przewodniczący partii Republikanie (LR) Laurent Wauquiez potępił politykę prezydenta, który „nie ma nic do powiedzenia” i „porzuca zapomniane obszary Republiki”. A przywódczyni skrajnie prawicowego Frontu Narodowego (FN) Marine Le Pen napiętnowała „strusią politykę” rządu, gdy chodzi o „walkę z fundamentalizmem islamskim”.
Szczególnie jednak zirytowało prawicę mówienie o „białych mężczyznach”. „To argument rasowy”, „znak, że akceptuje się podział wspólnotowy (Francji)” – oświadczyła Le Pen. Na Twitterze za „nadzwyczaj szokujące” uznała „posłużenie się (przez prezydenta) argumentem muzułmańskich ugrupowań antyrepublikańskich”.
Deputowany FN Bruno Bilde ocenił, że wypowiedź Macrona „daje legitymację dla narracji stowarzyszeń islamsko-lewackich. Według deputowanej LR Valerie Boyer sformułowanie prezydenta „wyjęte zostało z elementarza stowarzyszeń muzułmańskich”. Podobnie wypowiadali się inni działacze LR, zdaniem których sformułowanie jest „uznaniem podziałów rasowych”.
We Francji obowiązuje zakaz zbierania danych o wyznaniu i pochodzeniu. „Jak rozwiązać problemy ludności, o której się nic nie wie?” – pytał w radiu ministra Denormandie dziennikarz Aphatie. Nie otrzymał jednak odpowiedzi.
„Problemu +trudnych przedmieść+ nie da się zredukować do spraw socjalnych” – tłumaczył profesor Andrew Hussey, pracujący w Paryżu angielski historyk kultury, autor książki „Francuska Intifada: Długa Wojna między Francją i jej Arabami”. Zwraca on uwagę, że młodzi muzułmanie często sami określają się jako „żołnierze podjazdowej wojny” przeciw Francji i Europie. Według naukowca taka postawa to spadek po kolonializmie, ale według innych analiz jest to wynik nowych, zataczających coraz szersze kręgi wpływów „islamu politycznego”.
Deputowany wyznania mojżeszowego Meyer Habib powiedział po niedawnym zamachu terrorystycznym w stolicy Francji, że „intifada doszła do centrum Paryża” i wezwał do „skończenia z radykalnym islamem”. „Taka opinia coraz popularniejsza jest wśród Francuzów i niezależnie od jej słuszności, powoduje odwracanie się od tradycyjnej demokracji oraz wzrost wpływów ugrupowań populistycznych” – podsumował komentator telewizji BFM Bruno Jeudy.
Z Paryża Ludwik Lewin
>>> Polecamy: Rośnie napięcie na linii Chiny-Australia. „Musimy ukarać ich za antychińskie działania”

Media

https://www.wykop.pl/link/4322377/sieci-z-najwiekszym-spadkiem-w-i-kwartale-tygodnik-powszechny-i/

Dlaczego nie chcą kupować ,,niezależnej i niepokornych” gazet

#polska #ciekawostki #neuropa #prasa #tysiacurojenniezaleznychmediow #media

Media

Polityka? CHUJ z…

Polityka? CHUJ z polityka…
Aktualne wydarzenia? Jebac…
Stałe programy publicystyczne ktore są co tydzien? A kogo to interesuje?
CHUJ KURWA ŚLUB W ANGLII…
Serio? Czy to jest tak wazne wydarzenie dla polakow? Powinni jeszcze dzien wolny zarzadzic w pracy…
#bekazpodludzi #slub #wtf #media #telewizja